poniedziałek, 29 czerwca 2015

Przejście

Zakończony rok szkolny. Zakończony kurs ceramiki.
Klasowe spotkanie - miło było zobaczyć ludzi, z którymi spędziłam 4 lata w szkolnej ławie. Ci sami, a jednak każdy inny, zmieniony życiem.
Rozpoczęte wakacje. Stopniowy zanik pośpiechu i nadchodzący luz podróżniczy. Jeszcze 3 tygodnie. W ramach przygotowań, zdobimy pastelami do tkanin wakacyjną lnianą torbę.
Rozpoczęty post owocowo - warzywny. Oczyszczenie i powrót do naturalnego odżywiania. Zaspokajanie głodu i brak sytości. Plan minimum - 2 tygodnie:-)

sobota, 20 czerwca 2015

makowo owocowo

Nie próżnowałam. Nadchodzący sezon urodzinowy zmobilizował mnie do działania. I tak powstała czereśniowa laleczka dla Kochanej Dwulatki na drugie urodzinki. Długo zastanawiałam się nad strojem, ale w związku z tym, że w Polsce sezon czereśniowy w pełni, to nie mogłam jej ubrać inaczej, niż w różową sukienkę i czereśniowe kolczyki. Która z nas nie nosiła ich w dzieciństwie?


 
Cherry doll

Kolejnymi w kolejce byli Muminek i Włóczykij. B. w pierwszej chwili nie był zainteresowany, ale kiedy powiedziałam, że zrobię ich dla siebie stwierdził, że się podzielimy. I w ten sposób powstali, nocną porą, na czwarte urodziny. Chyba brakuje Ryjka i Małej Mi.

 
Włóczykij - Snusmumriken i Muminek - Mumintroll



A potem był makowy spacer. Uwielbiam maki, w ich delikatnej nietrwałości, w krwistej czerwieni, w szalonej obfitości.




poniedziałek, 15 czerwca 2015

Surowy tort

Czwarte urodziny B.
Surowy wegański tort kokosowo-bananowy w wersji lodowej na upalny dzień (moje belferskie gardło pewnie go odchoruje). Przepis znalazłam na fb u niejakiego Davida Wolfe'a klik. Dzieciaki miały dość po połowie porcji. Sycący, kremowy, słodki mimo grama cukru, bez mleka, jaj, nawet mąki.
Muminek był z nami w kościele. A wieczorem zaczęliśmy czytać "Dolinę Muminków". 

niedziela, 14 czerwca 2015

Budapest

Kolejna mała podróż. Węgry. Budapeszt.
Dzięki temu wyjazdowi przekonałam się, że wolę podróżować sama, to znaczy bez większej grupy, jestem wtedy bardziej świadoma tego, co oglądam, zwiedzam i chłonę. Życie lubi zaskakiwać. Tym razem niespodzianką było spotkanie z koleżanką ze studiów, z którą nie widziałam się ok. 12 lat... Spotkałyśmy się dzięki portalowi społecznościowemu, na którym przeczytała, dokąd się wybieram. Udało nam się spotkać i wypiłyśmy kawę nad brzegiem Dunaju:)



Marcepanowe Minionki - obowiązkowa pamiątka z Muzeum Marcepanu w Szentendre.



wtorek, 2 czerwca 2015

Raw vegan

Słodki smak to moja wielka słabość. Niejednokrotnie próbowałam zerwać ze słodkim nałogiem, jednak zawsze wracałam. Kierując się wzgledami zdrowotnymi, staram się wybierać mniejsze zło, czyli słodkie przysmaki, ale bez tablicy Mendelejewa. Ostatnio w sklepie ze zdrową żywnością znalazłam wegańskie batony energetyczne. Smak równie powalający co cena, niestety. Dlatego postanowiłam zrobić batony w domu. Opierałam się o przepis na batony energetyczne Macieja i Karoliny Szaciłłów,  zamieszczony w książce "Karolina odNowa". W mojej wersji zamiast rodzynek, użyłam daktyli.

Ok. 300g suszonych daktyli bez pestek
100g migdałów całych + ok. szklanki mielonych migdałów
50g wiórków kokosowych
1 łyżeczka karobu lub kakao

Całe migdały uprażyłam w piekarniku - 10 min. w 200 stopniach Celsjusza. Jak zwykle przypaliłam:-) W międzyczasie zmieliłam w blenderze daktyle, szło cieżko, musiałam robić przerwy, żeby sprzęt się nie przegrzał. Potem dodałam zmielone migdały, wiórki kokosowe i karob, i jeszcze mieszałam masę w blenderze. Uprażone migdały rozdrobniłam w blenderze i zagniotłam z nimi masę. Potem włożyłam do plastikowego pojemnika i posypałam resztą wiórków. Schowałam na minimum 30 minut do lodówki. W ten sposób powstały surowe wegańskie batoniki. Wystarczy pokroić na kawałki porządnej wielkości. Niebo w gębie!