poniedziałek, 26 października 2015

Pierwsze urodziny


W niedzielę minął rok, odkąd założyłam bloga. Moją przestrzeń kreatywną i myślową. Kolekcję migawek z codzienności. Dobrze mi tu.
Dla uczczenia jubileuszu proponuję coś dla ciała i dla zmysłów:  owocowe galaretki od Raw Food Mum, słodkie kulki,  budyń z kaszy jaglanej i bananów w wersji choco, pudding ryżowy oraz fasolowe burgery od Szaciłłów ("Karolina OdNowa "). Przepisy soon. Enjoy!
  

sobota, 24 października 2015

Tim

Od dziś Bob ma swojego Tima.
Ponadto, królik Hani ma już czapkę, Tosia -  koszyk na pieluchy, S. - 2 pary trampek, a mnie już palce bolą od żołędzi. W ciągu dwóch dni trzasnęłam z 70 sztuk.

W piątek zrobiło mi się przykro. Tylu ludzi wokół mnie uważa, że marnuję się tu, gdzie jestem, że powinnam być gdzieś indziej. Nie wykorzystuję swoich możliwości. Powinnam robić karierę w wielkim mieście i podbijać świat, bo jestem taka wyjątkowa. No tak, ale jest jedna kwestia: jestem TU, a nie gdzieś indziej. Gdybym mogła być gdzieś indziej, to bym była, ale jestem tu, gdzie jestem. Spotykam na swej drodze różnych ludzi. Każdy z nich może mi coś dać albo czegoś nauczyć. Każdy ma swoją misję. Ja też. Jestem tu, aby dopełnić siebie. Nie pasuję? Aż tak się wyróżniam? Nie szkodzi. Mając wpływ na otoczenie zmieniam je. Wierzę, że dopasujemy się do siebie.

piątek, 23 października 2015

Podróży czar

Dziwny to czas. Zapragnęłam wczasów w cieplejszych krajach w zimie, ale może będzie mnie na nie stać za rok. A już wzdychałam do palm, plaż i słoneczka w sieci. Czyli wczoraj byłam pewna, że pojedziemy z B. na ferie, a dziś, raczej nie jadę. Zdrowy rozsądek chwilowo wygrał po wstępnej ocenie stanu konta, ale serce jest gorące. Zresztą, gdyby nie serce, nie wylądowalibyśmy w Singapurze. No i ciągnie wilka do lasu... Brat niedługo śmiga do Azji, Olja - do stycznia w Sydney. Po nocach śni mi się Australia. Pojechałabym gdzieś...

A takie widoki mam z pracy.

czwartek, 15 października 2015

15 października

Tak Cię dziś wspominam, Kruszynko... W tym roku poszłabyś do szkoły. Z każdym rokiem jest coraz lepiej, ale boli mnie wciąż, że nigdy się nie spotkałyśmy, nawet nie wiem, czy Ty to Ty. Zostały mi tylko 4 czarno-białe zdjęcia.
Może spotkamy się w innym wymiarze. Jeśli nie wiem, jak wyglądasz, może Ty mnie rozpoznasz?

Śpij słodko. Do zobaczenia.

Mama

środa, 14 października 2015

Los rękodzielnika

Ciężki jest los rękodzielnika, jeśli tworzy coś, co podoba się tylko jemu... Naprodukuje się, wytworzy, po nocach nie dosypia, bo ma wenę, a potem ten wytwór rąk swych może sobie co najwyżej na ścianie powiesić albo na półce ustawić; kolejnego kurzojada... Bo reszta, a i owszem, zachwyci się, doceni talent, ale nie kupi. A żeby tak choć za materiał się zwróciło... Ech.
Postękawszy, zakańczam.

poniedziałek, 12 października 2015

Zima?

Jeszcze tydzień temu chodziłam boso w balerinach, dziś przeprosiłam kozaki, jutro zrobię to samo względem kurtki i czapki:-) Od kilku dni robiło się coraz chłodniej, ale żeby od razu śnieg? W październiku?
Skończyłam kolejny wianek żołędziowy. Może ktoś chętny?

niedziela, 4 października 2015

Chemia

W piątek znowu wybrałam się do kina. Tym razem na "Chemię" B. Prokopowicza. Po pierwsze, zaskoczyła mnie liczba młodych ludzi na sali kinowej. Sporo licealistów obojga płci, wiele par. Za dużo ludzi, jak dla mnie. Takie kino wolę oglądać anonimowo, wyalienowana, oderwana od tłumu.
Przypadło mi miejsce obok jakiejś pary, obok młodego chłopaka. Czułam zapach jego perfum. Wtedy uświadomiłam sobie, że dawno nie byłam w sytuacji, w której moglabym podelektować się męskim zapachem.
Znałam mniej więcej fabułę, bo przeczytałam kiedyś biografię Magdy Prokopowicz. Jednak w filmie było kilka scen, podczas których łzy po prostu same płynęły z oczu. Nikt w mojej rodzinie nie chorował raka, ale sceny te przypomniały mi momenty totalnej bezsilności i krzyki rozpaczy rozdzierające ciszę, których kiedyś doświadczyłam.
Rzadko chodzę do kina na takie filmy, bo przypominają mi o tym, o czym chcialabym zapomnieć.
Ale żeby nie było, że "Chemia" to dołujący obraz, wczoraj powstało coś pozytywnego. W jednej scenie główna bohaterka, idąc do szpitala na chemię lub badania, ma na sobie kolorową sukienkę i filcowe korale, turkusowe, fioletowe, landrynkowe. A to moja wersja tych filmowych.

sobota, 3 października 2015

Karuzela

Karuzela dla F. skończona. Mam nadzieję, że będzie z zaciekawieniem przyglądał się tym leśnym zwierzakom z kontynentu rodziców, bo w Azji raczej takich nie ma.

piątek, 2 października 2015

And the winner is...

Przepraszam, losowanie miało być wczoraj. Niestety moja cielesność przegrała ze zmęczeniem. Więc wróciwszy z kina, czym prędzej przystąpiłam do pospiesznego losowania.
W tym miejscu bardzo dziękuję za wzięcie udziału w rozdaniu trzem niezwyklym kobietom. Dzięki za życzenia, dziewczyny ;-)

Teraz czas na fanfary!
W losowaniu lewą ręką (od serca) zwycieża... Kamila.

Gratulacje! Bobasek dotrze do Ciebie asap!