sobota, 30 lipca 2016

Campus Misericordiae

No to jestem na Polach Miłosierdzia. Po godzinnym oczekiwaniu (w Godzinie Miłosierdzia) przy wejściu zlitował się nade mną pewien strażak. Sektor był przepełniony i wolontariusze postanowili nie wpuszczać wiecej ludzi, dopóki reszta trochę się nie ściśnie. Spojrzał mi w oczy i dał znak, żebym przeszła bokiem. Co za ulga! Poczułam się, jakbym weszła na Mount Everest! Ostatnio wypełniała mnie taka radość po narodzinach B. Papież Franciszek powiedział wczoraj podczas czuwania, że Bóg patrzy w przyszłość, nie na naszą przeszłość. Chce, abyśmy marzyli. Moje marzenie właśnie się spełnia. Nie mogę przestać uśmiechać się w duchu, kiedy pomyślę, że Bóg chciał, żebym tu przybyła po ekspresowym przygotowaniu, prawie z marszu... Papież zachęcał do wczoraj do kupienia sobie wygodnych butów i wyruszenia w drogę po swoje marzenia. Ja takie niedawno kupiłam.

piątek, 29 lipca 2016

Święta Marta czuwa

Jest 3 rano. Za 5 godzin mam wstać, a jeszcze się nie położyłam... Emocje mnie jeszcze trzymają. To był dzień niespodzianek. Na rozmowę do kuratorium dotarłam prawie w ostatniej chwili - spóźnienia weszły mi ostatnio w krew. Dzięki temu nie miałam czasu nakręcić się stresem. Po ponad 20 minutach komisja zaprosiła mnie do klaustrofobicznego pokoiku, w którym siedziało już pięć osób. Padło pierwsze pytanie. Ucieszyłam się, bo dotyczyło pierwszej części i zrobiłam sobie wcześniej do niej notatki. Ku mojemu zaskoczeniu, dostałam "słowotoku". Za chwilę miało paść następne pytanie... Ale nie padło. Nie mogłam w to uwierzyć! Jak to? To już? To wszystko? Nastawiłam się na 3-4 pytania. Wyszłam z pokoiku po 5 minutach. Z wrażenia miałam ochotę śmiać się i płakać jednocześnie. Wewnętrzne rozdygotanie. Jeszcze tylko odbiór dokumentu i wracam do Krakowa!
Po pięciu godzinach drogi na Balicach przesiadłam się w spóźniony pociąg. Z niecierpliwością odliczałam minuty do odjazdu. W ciągu godziny miałam dotrzeć na Błonia. W pociągu poprosił mnie o pomoc pewien chłopak. Zamiast biletu z automatu biletowego zabrał paragon. Okazało się, że przyleciał z Brazylii, po drodze zaginął jego bagaż, a jedzie spotkać się z bratem na ŚDM. Nie ma wejściówki, nie może dodzwonić się do brata. Po krótkiej rozmowie postanowiliśmy udać się na Błonia razem. Na dworcu udało nam się zdobyć wejściówkę do sektora obok sektora jego brata. Ricard był zachwycony architekturą Krakowa. Droga na Błonia zajęła nam ok. 30 minut. Rozstaliśmy się przy jego sektorze. Zastanawiałam się, dlaczego miałam wyjechać wczoraj z Krakowa. Może po to, aby dopilnować, żeby Ricard nie zgubił się w mieście, w obcym kraju na drugim końcu świata. Mam nadzieję, że znalazł brata. Czekam na informację od niego.
Chwilę później dołączyłam do swojej grupy. Udało się. Przeogromna radość! Szalony plan się powiódł! Spóźniłam się tylko pół godziny. Przez resztę Drogi Krzyżowej schodziło ze mnie napięcie całego dnia. Piękne rozważania o męce Chrystusa i Bożym Miłosierdziu. Homilia Ojca Świętego. Wzruszyłam się bardzo głęboko...
Tyle osób było dziś ze mną myślą i modlitwą. Zabiegana św. Marta chyba też.

czwartek, 28 lipca 2016

Zagubiony post i kilka myśli po powitaniu Ojca Świętego

Dotarłam do domu. W uszach jeszcze dźwięczą mi słowa papieża Franciszka, których słuchałam po drodze przez radio. Jako dwudziestokilkulatka przeszłam na życiową emeryturę, o której mówił Ojciec Święty. Pogoń za dobrami materialnymi doprowadziła mnie do poczucia bezsensu i do życiowej katastrofy. Stanęłam na krawędzi. Tak przynajmniej wtedy myślałam. "Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego." (Łk 10, 41) Jednak On mi nie odpuścił. Postawił na moje drodze odpowiednich ludzi, którzy zmotywowali mnie do powrotu:) Po trzydziestce odzyskałam młodość i radość życia dzięki Jezusowi.
Dedykuję im zagubiony post, który napisałam na Błoniach, tuż przed Mszą otwarcia.

"Jestem tu. Jestem szczęśliwa i wdzięczna. Na Błoniach. Pada. Czekamy na Mszę Otwarcia Światowych Dni Młodzieży. Mimo różnych trudności i przeciwności jestem tu. Dojechałam. Wokół jeszcze panuje gwar, słychać wszystkie języki świata. Każdy pielgrzym okryty deszczówką, każda w jednej z trzech barw ŚDM. Poszczególne narodowości wznoszą okrzyki w swoich językach na cześć Świętego Jana Pawła II..."

W drodze

Wracam. Po 15.00 dojeżdżaliśmy od południa do Krakowa. Pomyliliśmy zjazdy. Następny zjazd był do Łagiewnik - św. Faustyna mrugnęła do nas porozumiewawczo? Na szczęście szybko odnaleźliśmy drogę. Potem autostrada i dalej na północ. Jutro rozmowa w kuratorium, dlatego zostawiłam na jeden dzień Światowe Dni Młodzieży, wspólnotę i przyjaciół, dzięki którym te dni są niesamowitym przeżyciem i doświadczeniem wspólnej modlitwy. Otaczają mnie serdecznością i ciepłem. To wspaniałe uczucie, móc dzielić swoją radość z innymi. Radość w samotności nie smakuje tak samo.
Smutno mi. Już za nimi tęsknię. Moje myśli są na Błoniach.
Nie pisałam jeszcze, jak to się stało, że odwiedziłam i Irlandię, Włocławek, Świnice i Kraków. Miesiąc temu żyłam w niepewności, dręczona pragnieniem serca, aby wyruszyć w podróż, i jednoczesnym brakiem informacji na temat terminu kuratoryjnej rozmowy. Pomogła mi św. Rita, orędowniczka w sprawach beznadziejnych. Po dwóch dniach znałam już termin, kupiłam bilety, zaplanowałam pozostałe wyjazdy. Pozostała jeszcze kwestia zaplanowania powrotu z Krakowa na rozmowę. Dobry Bóg wie, co robi. Cała rodzina, bliska i dalsza zaangażowała się, aby plan się powiódł. Dziękuję Mu za nich wszystkich! Brat poprosił szefa, żeby mógł przez kilka dni pracować zdalnie. Tylko w ten sposób mógł zająć się psem rodziców, kiedy ci pojechali z B. odebrać mnie z Krakowa. Przy okazji odwiedziliśmy kuzynkę spod Krakowa. Plan doskonały! Czekam na to, co ma nadejść. Spodziewam się, że będzie to coś ważnego, skoro muszę pokonać ponad 800 km. Czekam z radością i wdzięcznością, a nie tak jak zawsze, w napięciu i frustracji.

środa, 27 lipca 2016

WYD

Pierwszy, gorący post pisany na krakowskich Błoniach z powodu przeciążenia sieci utknął gdzieś po drodze i publikacja się nie powiodła. Nie lubię tego.
Dziś, prawie dwa dni po Mszy Otwarcia Światowych Dni Młodzieży, zarywając kolejną noc, spotykam ludzi. Rozmawiam, patrząc im w oczy.
Wczoraj na Błoniach wypełniała mnie ogromna radość i wdzięczność Bogu za to, że mimo wielu przeciwności dotarłam tam. Wciąż ją czuję. Kiedy spotykam młodych ludzi z najodleglejszych zakątków świata i braci i siostry ze wspólnoty. Czuję ją w każdym uśmiechu i geście życzliwości. W starych znajomych spotkanych na nowo. Ile radości dało mi spotkanie z Olą! Tu w Krakowie! Cieszę się mogąc rozmawiać w różnych językach. Po hiszpańsku nie mówiłam od ponad dziesięciu lat... Dziś spotkałam Meksykanów, Australijczyków, mieszkańców Tajwanu i Republiki Dominikany. Dzięki Ci, Dobry Boże, za ten czas.

czwartek, 21 lipca 2016

Folk Day - czas niespodzianek

Po co tam jadę? Zastanawiałam się przez dwie godziny jazdy. Nie odespałam jeszcze podróży z Irlandii, przed wyjazdem załatwiałam jeszcze formalności. Co przyniesie mi ten dzień?
Dobry Boże, ale mi przygotowałeś challenge na dziś! Tłumacz animacji na ŚDM w diecezji, "asystentka wodzireja", naprawdę? Na scenie nad Wisłą? Ja? No to już zrozumiałam, czego dziś, Panie, ode mnie oczekujesz. Nie było łatwo, na początku zaskoczenie trochę mnie sparaliżowało, ale chyba nie było jakoś najgorzej. Trudno mi określić, ilu ludzi z Polski i innych krajów wielbiło Boga tańcem i śpiewem. Nowe doświadczenie tlumaczeniowe, duchowe. Przedsmak ŚDM.

środa, 20 lipca 2016

The Emerald Isle

Włóczykije właśnie wjechały do bazy. Trochę zmęczeni przesiadkami, za to przypaleni irlandzkim (!) słońcem. W noc wyjazdu B. spytał mnie, czy nie możemy dłużej zostać, więc chyba mu się podobało.

poniedziałek, 4 lipca 2016

Bądź normalna, nie biegaj

Nie lubiłam biegać, dopóki nie zaczęłam. Zziajana i zdyszana pokonywałam pierwsze kilometry. Dziś przebiegłam swoją pierwszą dziesiątkę, a właściwie jedenastkę. Sukces motywuje.
Po trzech miesiącach mam na koncie ponad 200 km. Stopniowo podnoszę poprzeczkę. Zmagam się sama ze sobą. Sprawdzam się. Czy dam radę jeszcze trochę? Okazuje się, że tak. Pushing the limits.
Ze względu na dłuższe dystanse, biegamy zanim zajdzie słońce. Czyli na widoku. Ludzie nas widzą i komentują. Drwiące uśmieszki i drobne uszczypliwości. To standard w Mieście Mniejszym. Obowiązuje tu złota zasada: "Nie wychylaj się". Czyli rób wszystko tak, jak inni, nie pokazuj, że chcesz czegoś innego; to pycha i zarozumialstwo.
O dziwo, ta zasada stosuje się również do biegania. Nie biegaj, będziesz zdrowsza i szczuplejsza od innych, reszta będzie się przez ciebie źle czuła, w kompleksy wpadnie...
A przecież, parafrazując klasyka, biegać każdy może. Ale nie w Mieście Mniejszym. Życie płynie tu tak leniwie, że nawet cudzym bieganiem się niektórzy interesują...
I kiedy już podupadałam na duchu po tych wszystkich dociekaniach, natrafiłam na taką myśl Jacksona H. Browna: "Broń swojego entuzjazmu przed sceptycyzmem innych". I chyba nic innego mi nie pozostaje.