Zakończony rok szkolny. Zakończony kurs ceramiki.
Klasowe spotkanie - miło było zobaczyć ludzi, z którymi spędziłam 4 lata w szkolnej ławie. Ci sami, a jednak każdy inny, zmieniony życiem.
Rozpoczęte wakacje. Stopniowy zanik pośpiechu i nadchodzący luz podróżniczy. Jeszcze 3 tygodnie. W ramach przygotowań, zdobimy pastelami do tkanin wakacyjną lnianą torbę.
Rozpoczęty post owocowo - warzywny. Oczyszczenie i powrót do naturalnego odżywiania. Zaspokajanie głodu i brak sytości. Plan minimum - 2 tygodnie:-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ceramika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ceramika. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Przejście
czwartek, 7 maja 2015
Żeby nie było
Kolejny długi dzień za mną. Dziś bezkarnie upaprałam sie gliną po łokcie tocząc na kole pierwsze gliniane miseczki. Glinę zeskrobywałam także z okularów.
Czasem jestem totalnie zmęczona po pracy i wkurzam się, że przez cały dzień jestem na "suchym prowiancie", bo w okolicy tylko fastfudownie, żadnych wegetariańskich dań na wynos. A organizm domaga się ciepłej zupki, balsamu dla wygłodniałych, szarych komórek, nawodnienia, zmniejszonych obrotów. Na szczęście są termosy, słoiki i małe pudełeczka na przekąski i pseudo-obiad. Ale jak już dotrę do muzeum i ręce zajmą się gliną, biskwitem i szkliwami, następuje reset. Napięcia znikają, głowa się oczyszcza. I tylko wieczorem zasypiam po 20 razem z B...
A jak nie zasnę, rekonstruuję bursztynowe korale.
czwartek, 30 kwietnia 2015
czwartek, 9 kwietnia 2015
na szybko
Dziś na szybko. B. zażyczył sobie mnóstwo różnych stworów, które ostatnio sukcesywnie wytwarzam. Oto robaczek wg holenderskiego wzoru klik. Połączenie szydełkowania i nauki języków obcych:)
Ośmiorniczki wg EssHaych
Znowu byłam w muzeum. Ciąg dalszy szkliwienia. To powyżej, a poniżej rycinki wydrapane w angobie. Po wypaleniu ponowne szkliwienie transparentne.czwartek, 29 stycznia 2015
guziki
Dziś po wizytach u alergologa i pediatry, gonitwie w pracy i szybkich zakupach, udało mi się nie spóźnić do muzeum. Oprócz ciosów mamuta i zabytkowego krosna, jest tam kilka sympatycznych pracowni, z równie sympatycznymi Paniami, dzięki pomocy których można sie wyżyć artystycznie. I tak w pracowni tkackiej, jak nazwa wskazuje, mamy tkactwo, ale także szydełkowanie, frywolitkę, koronkę koniakowską, czasem filcowanie, sutasz i decoupage. Na parterze są dwie pracownie: witrażowa i ceramiczna. Na witraże są kolejki, więc muszę się zapisac na przyszły rok. Póki co, zadomowiłam się w pracowni ceramicznej. Dziś kubeczki po raz drugi, a z resztek wykroiłam guziki, gwiazdki i malutkie serduszka. Po wyschnięciu trafią do pieca, a potem będą czekać na szkliwienie i ponowne wypalenie.
piątek, 9 stycznia 2015
obfitość
Dalszy ciąg zaklinania codziennej szarości kolorem.
Gorąca kawa i wilgotne ciasto marchewkowe w doborowym towarzystwie Kamili.
Puszysta wełna i pierwsza lekcja szydełkowania.
Włochate jej owoce.
Apetyt rośnie w miarę jedzenia:)
Zamówiłam niewłochatą wełnę, cały karton, ciepłe pastele, mięta, cukierkowe róże, czekoladowy brąz, słoneczna żółć, błękity i turkusy. Nie mogłam się zdecydować. Nawet nie ośmieliłam się ich jeszcze napocząć.
Mam wełnę, zapragnęłam żołędzi, miękkich i kolorowych. Żołędzie powinny być mieć czapeczki. Skąd w styczniu wziąć żołędzie? No z lasu:) Współczuję wszystkim dzikom, które szukają zimą przekąsek wśród zmrożonych liści. Początek poszukiwań nie napawał optymizmem. Zmarznięte ręce i zaledwie kilka czapeczek. Zmieniłam lokalizację. Na skraju lasu dopadł mnie mroźny wiatr. Zaczęłam rozgrzebywać dębowe liście. I nic. W ręce zimno, zaczynam tracić czucie w palcach. I nagle jest: jeden, drugi, trzeci... Udało się! Zdobyłam pół torby. Będą żołędzie!
Wieczorem odebrałam ceramikę z warsztatów w muzeum.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















