Gdynia 2018.
Morze. Przyjaciele. Starzy i nowi znajomi.
Wspólny czas, rozmowy, opowiadanie dowcipów, śmiech, żarty. Czas wyciszenia i dzielenia się radością.
Jajecznica z 17 jaj. 40 naleśników z dżemem borówkowym lub nutellą... i jakieś 60 placków z kurczakiem, papryką i pietruszką. Kawa popijana herbatą do śniadania i o 2 nad ranem.
Zdobycie Kamiennej Góry 😉 i Orłowskiego Klifu. Szybka kąpiel w zatoce tuż przed zamknięciem kąpieliska i ucieczka przed stadem dzików.
Czas odwiedzin. Leniwe drzemki i sjesty. Wspólne granie i śpiewanie. Uwielbienie.
Czas wspólnoty.
Song of Songs w Toruniu. Arka Noego i Mietek Szcześniak. Świetne koncerty. Uwielbienie i taniec w deszczu (łaski z nieba).
Koncerty plenerowe to moja słabość. Uwielbiam, kiedy mogę poruszać się w rytm muzyki, śpiewać. Dać ponieść się muzyce, rozluźnić ciało. Daje mi to czystą radość. A taniec w deszczu ma w sobie smak wolności z nutą szaleństwa, kiedy moknę swobodnie robiąc to, co bardzo lubię.
Jestem wdzięczna, że znowu mogłam tam pojechać, za osoby, z którymi spędziłam czas. Każda z nich była prezentem. Za koncerty i piosenki, których nie słyszałam od lat.
To był dobry czas.
sobota, 14 lipca 2018
Taniec w deszczu
środa, 5 lipca 2017
Skutki uboczne przeprowadzek
Znajoma, która krzyczy do mnie przez pół ulicy, że zdała egzamin na prawo jazdy. Kiedy dzielisz radość, mnożysz ją.
Płyta CD z festiwalu 'Song of Songs', której szukałam od blisko roku i 'przypadkowo' znalazłam... w swoim własnym bagażniku samochodowym. To było ostatnie miejsce, w którym bym jej szukała.
Ciasno mam w pokoju dzielonym z 6-latkiem i jego zabawkami. Dlatego ostatni karton z kasetami z czasów liceum (jestem jak Reksio - mam wszystko, oprócz miejsca...), który zabrałam ze strychu w starym domu, od prawie roku wożę w aucie... Nie mam gdzie go postawić w pokoju, a wyrzucić żal... Akurat w poniedziałek, gdzieś na Kujawach, tuż przed powrotem do domu, zajrzałam do tego zakurzonego pudła. Na samym wierzchu leżała poszukiwana płyta. Ależ miałam niespodziankę!
Duża wartość sentymentalna - nigdy nie byłam osobiście na tym festiwalu. Płytę kupiłam w Częstochowie lub w Wadowicach w drodze na wakacje w Tatrach, w połowie liceum. Na tej płycie pierwszy raz spotkałam się z 2Tm2,3, do których niedawno wróciłam po bliższym zapoznaniu z Luxtorpedą.
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Filmowo
Jest za gorąco, żeby tworzyć, więc nadrabiam zaległości filmowe. Na pierwszy rzut poszły filmy o muzyce. Tak mi się jakoś same ułożyły, kiedy na chybił trafił wybierałam tytuły z odręcznie sporządzonej listy. Zaczęłam w niedzielę od "Whiplash", filmu o przesuwaniu własnych granic w chorobliwym dążeniu do perfekcji. Mimowolnie porównywałam swój trwający kilkanaście lat związek z muzykiem, który w przeciwieństwie do głównego bohatera, nie potrafił dokonać wyboru. Potem długo wyczekiwany obraz Nicka Cave'a "20,000 dni na Ziemi". Nie jestem jego wierną fanką, ale zawsze podziwiałam ludzi, którzy potrafią oddać się swojej pasji no matter what i z takim szacunkiem traktują to, co robią. Potem "Immagine in Cornice" - zapis tygodniowej trasy koncertowej Pearl Jamu po Włoszech. Dziś przyszła kolej na "Still Alice" z Julianne Moore. Na razie nie jestem gotowa na żadną refleksję. A teraz podsłuchuję koncert Eddiego Veddera "Water on the Road". W głębi duszy pozostaję wierna niespokojnemu duchowi, który stanowi przeciwwagę dla mnie poukładanej, zasadniczej, grzecznej i posłusznej. Ciągnie mnie do niego.
A zaczęte robótki czekają; szydełkowe trampki rozmiar 7 cm, śpiący bobasek dla Motylka, króliczy koszyk z KotToOn'a...
Niewiele przywiozłam pamiątek z Londynu. Może dlatego, że to był mój trzeci raz. Ale zdobyłam to:-)
niedziela, 19 kwietnia 2015
igła w oku
poniedziałek, 9 lutego 2015
miotanie statyczne
Przez długi czas ukrywalam coś w tajemnicy przed światem i zabroniłam sobie cieszyć się tym, co miało nadejść.
Żeby nie zapeszyć.
Na szczęście, wtedy wszystko się udało, ale do dziś mam do siebie żal, że nie dałam sobie szansy na przeżywanie tej radości.
Historia się powtarza, żeby nie zapeszyć...
No tylko jest jeden mały problem - niemożność przeżywania radości w czasie rzeczywistym strasznie męczy.
I teraz jestem taka blada i zmęczona. Bo niewiele brakowało, a nic by z tego nie wyszło, ot, taka grypa, po prostu. Najdroższa grypa w historii...
Już opłakałam porażkę, aż tu nagle rano, sygnał z kosmosu, bielizna na lewą stronę i wyjście na prostą. Gorączka opadła.
Zdążyłam wykonać plan minimum.
Zgodnie z obietnicą.
Ostatnio chodzą za mną piosenki, np. "Impossible" albo "I see fire". Generalnie nastrój balladowy. Kiedyś w Trójce usłyszałam jednak inny utwór i cały rok się zastanawialam, kto go śpiewa. Na szczęście dane mi było się dowiedzieć.
O tym, jak można miotac się statycznie.
poniedziałek, 1 grudnia 2014
untitled
Dziś pierwszy raz jechałam do pracy z nowego - starego lokum. Włączyłam płytę, bardzo głośno, bo płyta jest cicha, nastrojowa, i z niecierpliwością czekałam na ten utwór.
Nawet nie wiem kiedy dojechałam do pracy.
sobota, 15 listopada 2014
piątek, 14 listopada 2014
lista
Owieczka powstała na podstawie wzoru stokrotki klik
Kotka według wzoru Stuff The Body klik
Powstała jako towarzyszka dla Miaukusia, kota urodzinowego Antosia. Mam nadzieję, że przypadną sobie do gustu.
A jak kot, to i myszy.
Myszki zaprzęgowe zrobiłam według wzoru Uljany Semikrasy klik
B. zamówił mysiego Mikołaja, to ten bez czapki, czapka na razie pozostaje w teorii...
Teraz próbuję skończyć owoce i warzywa, zostały mi tylko śliwkowe ogonki i listki do przyszycia. Zdjęcia wkrótce.
Skończyliśmy z B. skubanie lawendy. Emilka uszyła dla nas piękne woreczki. Pachną ciepłym latem, wolnym czasem, wakacjami...
Przekopując się przez tony makulatury - dziś zarobiłam całe 6,72zł - znalazłam mały, przybrudzony segregatorek. A w nim...
Kto słuchał, ten wie;)
sobota, 8 listopada 2014
w poszukiwaniu siebie
na nowo odnaleźć swoja przestrzeń: muzyczną, plastyczną, rękodzielniczą, domową
w podstawówce malowałam
w liceum grałam na gitarze, śpiewałam, szydełkowałam, szkicowałam
na studiach kochałam,czytałam, czytałam i napisałam sztukę teatralną
o przemocy, o czekaniu, o samotności, o niespełnieniu
efekt uboczny pracy magisterskiej o przemocy w teatrze współczesnym
potem przestałam grać na gitarze
zaczęłam haftować obrazy
potem spałam i dalej wyszywałam
potem kochałam, karmiłam syna, szydełkowałam serwetki, obrusy, chusty zimowe, przewijałam, sprzątałam, prałam, gotowałam, płakałam...
filcowałam, szyłam torby,, filcowałam korale, bawiłam się młynkiem dziewiarskim, szyłam sutasz,
beading, krywulkowe breloczki, próbowałam tkactwa, ceramiki, misiowałam, misiuję
ale w tym wszystkim pogubiłam muzykę, która była dla mnie bardzo ważna
rok temu odkryłam, jak wiele brakowało, kiedy nie było muzyki
zapomniałam, jakie to uczucie, kiedy ciarki przebiegają ci po kręgosłupie, dźwięk przenika twoje ciało, wibruje, wypełnia cię, nie ma niczego, jest tylko muzyka, wszędzie
wróciłam do koncertów
w drodze na jeden z nich zaczęłam liczyć, ile już razy widziałam moich "idoli"
trochę tego było
ostatnio w głowie zaświtał wers
nie pamiętam, z której płyty, rzadko grany na koncertach
I'm open
he decides to dream...dream up a new self for himself
Eddie Vedder, 1996
więc wymyślam się na nowo
czasem w bezgranicznej bezsilnosci
czasem pełna sprawczości i determinacji
kobieta-torpeda
pełna mocy
to na dobranoc porcja radioaktywnej mocy















