Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koncert. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koncert. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 lipca 2017

Oderwanie


Śmiech przyjaciół.
Żarty i suchary.
Szybkie spotkanie z Lilą po prawie 12 latach.
Biały piasek pod stopami, we włosach, na twarzy.
Słońce rozgrzewające ciało.
Błogie leżakowanie.
Szum fal.
Wielki błękit nieba.
Szmaragd wody.
Zimne fale, które niemal przewracają.
Wiatr smagający piaskiem.
Poranne bieganie - 'nigdy więcej!'
Dni przeplatane modlitwą.
Hospicjum dla dzieci.
Malutki Alan - tak mogło wyglądać Moje Maleństwo.
Pan Ryszard przy łóżku swojej żony Heleny. Ona gaśnie, on jest przy niej.
Kto będzie przy mnie w ostatnim czasie?
Wspomnienia związane z miejscami - stare zastępuję nowymi.
Song of Songs Festiwal 2017.
Jestem zwierzęciem koncertowym. Może stagediving nie jest dla mnie, ale poskakać jeszcze lubię.
Dźwięk otacza mnie zewsząd.
Muzyka prowadzi moje ciało.
Taniec, ruch, radość, euforia.
Powrót do muzycznych korzeni.
Dobry to czas.
Czas prezentów od Niego.
Oderwanie się.
Uwielbienie.
Wspólnota.
 

piątek, 6 stycznia 2017

Lekcja uważności

Nic się nie stało. Tamten samochód nie uderzył we mnie. Kierowcy udało się mnie ominąć mimo, że nie zdołał wyhamować.
Nie dziękuje za życie ten, komu się nie chce żyć.
Dziękuję!
Nagle zmienił się smak każdego oddechu. Bo ja chcę żyć! Do tego momentu nie wyobrażałam sobie nie żyć. Wyobraź sobie, że rano, jak co dzień, wychodzić do pracy i...
już nie wracasz.
Gwałtowna zmiana perspektywy. Mroźne powietrze ochładzające moje ciało, usta spierzchnięte od zimnego wiatru, ostre promienie zimowego słońca rażące w oczy. Smak gorącej herbaty pachnącej jaśminem. Dotyk puchatych rękawiczek. Młode łabędzie nurkujące w stawie. Lekcja uważności.
Dzień wcześniej byłam na koncercie TGD. Kolędy świata w wykonaniu chóru i solistów. Miałyśmy miejsca w najlepszym sektorze - jedynym, który tańczył i uwielbiał tańcem. Tak mi było tego potrzeba, zwłaszcza teraz, kiedy nie mogę tańczyć. Wyśpiewałam się radośnie. Po koncercie poszłyśmy zrobić sobie zdjęcie, np. z dyrygentem chóru. Widzieliśmy się w październiku. Pan Piotr przywitał mnie jak znajomą ;) Małe cudowności - Ania, która stawia pierwsze kroki na Bożej ścieżce i A. walcząca o miłość. Wytrwale, wbrew logice, bezbronnie.
Wspólne kolędowanie. Świadectwo wiary i uwielbienie dobrego Boga. Bo On jest dobry. On wie najlepiej, co dobre dla mnie, dla Ciebie. Czego nam potrzeba. On jest ze mną zawsze, tylko ja nie zawsze o tym pamiętam, zwłaszcza w codziennej gonitwie.
Dziękuję, że jesteś ze mną, chronisz mnie, podtrzymujesz.
Dziękuję za każdy oddech.
Dziękuję za nowe lekcje.
Dziękuję za chwile radości. Proszę o więcej.
Dziękuję za uśmiechy przyjaciół.
Dziękuję Ci za to, co trudne, bo w tym mogę się rozwijać i zmieniać na lepsze.
Naucz mnie z pokorą przyjmować to, co dla mnie przygotowujesz.
Amen.




sobota, 31 grudnia 2016

Podsumowując

"Dear self!
Dust yourself off.
It’s gonna be your year."

So I did, dusted myself off and everything began to change.
To był mój rok.
Spełniło się wam kiedyś jakieś marzenie? Moje spełniały się w tym roku jedno po drugim. Takie dawne, sprzed kilku lat, i te świeże. Czasem czułam się, jakbym co tydzień miała urodziny… Szczególnie latem i jesienią. Wiele radosnych chwil, przynoszących łzy wzruszenia. Mnóstwo powodów do śmiechu i do uśmiechu. Krytycznie niskie dawki snu. Niesamowite podróże (Irlandia, Światowe Dni Młodzieży, Białystok, stolica), mnóstwo spotkań, wspaniali ludzie, troskliwi przyjaciele. Dziękuję za to, że jesteście.
Niesamowity to był czas. Wiele niespodzianek, wiele wyzwań. Została matką chrzestną, blogowałam, napisałam kilka artykułów do prasy, na jedną stronę internetową, wiosną i latem dużo biegałam, przygotowałam tłumaczenia na ŚDM (Włocławek), ekspresowo dyplomowałam się, poszłam na pieszą pielgrzymkę z B., sprzedałam dom, rozpoczęłam przygodę z wolontariatem, byłam na świetnych koncertach (Mela Koteluk, Kortez, TGD, Luxtorpeda, Lao Che), zdobyłam kilka nowych koszulek i autografów, natrafiłam na wartościowe książki, wróciłam do hiszpańskiego.
Otwieranie się na Boga i na ludzi daje światło, radość, spokój, poczucie sensu, przyjaźń. Widzę, jak jestem prowadzona od punktu do punktu. Jeszcze kilka miesięcy temu czułam się jak dziecko we mgle, chodziłam po omacku, nie mogąc znaleźć klamki do drzwi. Czułam niepokój. Dziś wiem, skąd pochodził. Dziś tuż za potrzebą serca podąża rozwiązanie. Do końca roku miałam rozeznawać, którędy pójść. Nie spodziewałam się takich podpowiedzi…
Był też smutek, bezsilność, cierpienie najbliższych, zwątpienie, śmierć. Pożegnałam dwie bliskie mi osoby. Ona - tytan energii. Pod względem pracowitości i żywotności nie dorastam jej do pięt. Kobieta wysokich wymagań wobec siebie i innych, przez co kiedyś często się ścierałyśmy. Wiele wycierpiała, zanim odeszła. On - spokojny i pogodny. Uśmiechnięty, niebieskooki. Powoli opuszczały go siły. Zgasł tuż przed Wigilią.
Świąteczna radość prysnęła, uleciała…
Chyba widać po mnie przygnębienie. Brakło mi sił, żeby się uśmiechać.
Wiem, że to przejdzie i radość powróci.
Postanawiam uwielbiać, nie poddawać się, więcej spać (to będzie trudne...), robić to, co kocham, trwać, rozwijać się. Tobie też tego życzę.

 (źródło: pinterest)

poniedziałek, 21 listopada 2016

Pobyć

Koncert Luxtorpedy - chyba najbardziej kameralny, na jakim byłam. Niezapomniany. Przestałam już liczyć, który to z kolei.  
Mój pierwszy samodzielny koncert. Pojechałam sama. Lubię od czasu do czasu posłuchać głośnej muzyki. Bardzo głośnej. Tak głośnej, że czuję się otoczona dźwiękiem. Tylko muzyka, która wibruje w moim wnętrzu, przyprawia o zawrót głowy.
Dziwny był to tydzień. Rozhuśtany. Czasem jakiś zapach, dźwięk, obraz, przywoła wspomnienie i rusza lawina. Niechciane, dręczące myśli. Gaszące radość. Potem znowu rzucam się w wir zajęć, żeby nie myśleć. A potem, kiedy zostaję sama i chcę odpocząć, nie dają mi spokoju. “Zosia-Samosia” próbuje uporać się z tym sama, nie zawracać innym głowy swoimi głupotami. Zaciskam zęby, spinam się. Słabo mi to wychodzi. Nigdy nie będę grała w pokera, nie umiem blefować, wszystko po mnie widać… Wtedy zaczynam dostrzegać, że nie jestem sama. Drobne gesty. Czasem wystarczy tylko porozmawiać, pobyć. Przytulić. Zastrzyk z endorfin. Najprostsze rozwiązania. I znowu spokój w środku.
Migawki: zmrożona przymrozkiem dzika róża w pierwszych promieniach słońca, bardzo czekoladowe muffinki, radość obdarowanego, zdobyty autograf i zdjęcie z Litzą ;), porcja ziół na mój załamujący się głos, lekcja astronomii pod rozgwieżdżonym nocnym niebem, szum wody na zaporze, duży kubek gorącej lawendowej herbaty, wieczorne spotkanie z charyzmatycznymi przyjaciółkami, czerwony filcowy kwiat, grzanki z suszonymi pomidorami, imbirem, chilli, cytryną i krewetkami. Wynik - zdecydowanie na plus :)





czwartek, 20 października 2016

Mówię mu, że nie mam czasu

Biegłam, pędziłam, zapomniałam o sobie…
Zaczęło się niewinnie. Od bólu gardła. Odwiedziłam znajomą, właścicielkę kawiarenki. Opowiadam, że się niewyraźnie czuję i jaka zabiegana jestem. A ona do mnie:
 - I co mu pani powiedziała, temu przeziębieniu? Żeby przyszło za dwa tygodnie, bo teraz jest pani zajęta?

Można tak powiedzieć. Ostatnie dni w pracy były drogą przez mękę - liche lekcje, ściganie młodzieży na próby, próby na stojąco, w hałasie albo w ciszy, ale na korytarzu, sterty zaległych prac, telefony, wiadomości, ciągła presja. Nie lubię tak, bo nie ma miejsca na improwizację, która daje luz. Nie lubię oficjalnych sytuacji, łatwo popełnić gafę. A tu na głowie raczej oficjalna uroczystość. Nie lubię robić czegoś, czego nie czuję. Ale - obowiązki służbowe.
To jeszcze poszłam biegać, no bo przecież jak mnie zaraza rozłoży, to sobie nie pobiegam… Nie pomogło. 

W sobotę dostałam wspaniałą wiadomość, a potem pojechałam na wyczekany koncert TGD. Tego właśnie potrzebowałam, takiej mocy i energii płynącej z uwielbienia. Powoli kończy się Rok Miłosierdzia, a dla mnie to jest rok uwielbienia… Tak sobie pośpiewałam na koncercie, że prawie straciłam głos. A jak nie mówię, to nie pracuję.

Siedzę więc w domu, powiedzmy, że się wysypiam, szydełkuję, oglądam zaległe filmy, czytam książki poodkładane na później, słucham świadectw z końca internetów i kuruję się wszystkimi dostępnymi sposobami. Naprawdę wszystkimi! Zatrzymałam się na bańkach.
 
 

sobota, 3 września 2016

Znowu w drodze

Wakacje dobiegły końca, a ja dalej w drodze. Daję się prowadzić. Nie miałam pomysłu na ten weekend. Pierwsze liście spadają już z drzew. Czas przemiany. Ciągle w drodze, włóczę się z Bogiem w sercu i z  modlitwą na ustach.
Natrafiam na drogowskazy, o które można się oprzeć, gdy zabraknie sił, złapać oddech i ruszyć dalej. Teraz czas na podsumowanie, refleksję. Dzień wspólnoty, nowi ludzie, nowe doświadczenie.
Spontaniczna decyzja. Koncert Sound'n'Grace. Radosne uwielbienie. Wytańczyłam się w ten ciepły wieczór. Bardzo dobrze się tam czułam.
Wspólny różaniec w drodze - na ulicach, wzdłuż rzeki, w parku. Świadectwo wiary. Pospieszne kroki mijających nas osób. Wyczuwalne skrępowanie. O czym myślą wyprzedzające nas osoby? O czym pomyślą, zanim zasną? Przypomniały mi się nocne powroty na nocleg w Krakowie i różaniec o północy w drodze.
Radość z bycia razem. Dzielenie się sobą, myślami, gestem, uśmiechem, książkami... Jak miło jest być gościem w domu przyjaciół! Być zaopiekowanym. Wspólnie ucztujemy, dopóki jesteśmy tu razem.

sobota, 5 marca 2016

Pierwszy raz

Marzec. Już.
Zaczęło się od bólu ucha. Latanie po lekarzach. Potem ból oka. Potem długi dzień, a na koniec potłukłam... samochód i jajko.
A dziś był koncert.
Kiedyś jeździłam na koncerty, nauczywszy się uprzednio wszystkich pieśni, rozróżniając je po pierwszych dzwiękach, frazach i tytułach. Z miłością i oddaniem. Może dwa razy złamałam ten schemat. To chyba znak czasów i ogólna zmiana podejścia do życia, ale ostatnio coraz częściej chodzę na koncerty artystów, ktorych nie słucham. Idę, żeby ich poznać i sprawdzić, czy warto kontynuować znajomość. Dziś widziałam Korteza. Nie bardzo chciałam pójść, Kamila mnie namówiła. Bałam się nadmiernego sponiewierania emocjonalnego, sądząc po kilku utworach zasłyszanych w radiu.
Nie tylko ja postawiłam dziś na odzieżowy luz, artysta również. Z utworu na utwór przybywało muzyków, dźwięków i iluminacji, a ja wkręcałam się coraz bardziej. Ostatecznie wyszłam z płytą, zdjęciem i autografem. Mój pierwszy zdobyty autograf... Kiedyś musi być ten pierwszy raz.

niedziela, 14 lutego 2016

Mela

Średnio chciało mi się jechać. Ale bilety czekają, koleżanki umowione. Babski wypad.
Bajkowo było! Piękne iluminacje dopełniały wrażenia słuchowe. Nowe aranżacje większości utworów świadczą o kunszcie artystów. I czysty głos wokalistki - Meli Koteluk. Na płycie - świetna, na żywo - nie do opisania! Polecam!

czwartek, 17 grudnia 2015

Mistrz Beckett ma rację

Im więcej spraw na głowie, tym mocniejszego oderwania się od codzienności potrzebuję. Tak więc po zebraniu służbowym do wieczora, integracyjnym meczu siatkówki i 5-godzinnym szkoleniu z udzielania pierwszej pomocy zafundowalam sobie dwudniową muzyczną ucztę. Najpierw wybiła mnie w podłogę Luxtorpeda. Po pierwsze, był to chyba mój pierwszy koncert ciężkiej muzy, który przesiedziałam grzecznie na widowni (z przyczyn lokalowych, podobnie jak 3/4 publiki). Po drugie, absolutnie nie spodziewałam się, że usłyszę "44 dni", które niezmiennie mnie poruszają. Tak też było wtedy - nie mogłam ruszyć się z przejęcia i wzruszenia. Do tej pory nie spotkałam żadnego mężczyzny, który powiedziałby otwarcie, że stracił nienarodzone dziecko. A tu, byłam świadkiem wyznania na sali pełnej ludzi.
Kilka dni wcześniej przeczytałam książkę o... Niebie. I o nienarodzonych w Niebie.
Kiedyś Cię dotknę, nie miałam jeszcze tej możliwości.
Po trzecie, na scenie - pełen profesjonalizm i szczera sympatia dla widowni. Podziwiam!
Na zakończenie zimowego sezonu koncertowego - gwiazda światowego formatu: Florence + the Machine. Wspaniały był to występ. Piękny głos i niesamowita energia na scenie, niezapomniana oprawa wizualna i świecące baloniki przygotowane przez fanclub. Od Open'era nie przebywałam w takim tłumie i nie czułam się zbyt komfortowo. Jakże inne koncerty wybierałam w ostatnich latach. Ale udało mi się spełnić jedno marzenie. Bilet czekał na mnie od czerwca. Samuel Beckett powiedział kiedyś, że jesteśmy innymi ludźmi kiedy marzymy i kimś zupełnie innym, kiedy marzenie sie spełnia. Mistrz Beckett ma rację.

piątek, 3 lipca 2015

Lipiec

Pachnący lipami. Wyjątkowo mi się ten zapach podoba. Nareszcie upalnie, letnio. I dziś pierwszy w tym roku polski plażing.  Nie do końca udany, bo B. urządził histerię przy baseniku z powodu mokrych kąpielówek... i całe popołudnie do bani.
Ostatnio nabrałam ochoty na koncerty. Zimą jadę na Florence do Łodzi, ale koncertów pragnę już teraz. I coś się nie mogę zgrać z festiwalami w tym roku, bo będę wtedy gdzieś indziej. Podobno. Jak tu zaplanować coś, kiedy dobrze dnia nie można zaplanować... Więc jestem elastyczna.
W ramach elastyczności i łapiąc nadarzającą się okazję, pojechałam na koncert chóru... do lasu. Dzięki, Kamila, za cynk.
Czarownie było! Uwielbiam oglądać ludzi, którzy z pasją robią to, co lubią, świetnie się przy tym bawiąc. Dlatego nie mogłam napatrzeć się na dyrygentkę, obciętą na zapałkę, która tak swobodnie poruszała się na scenie, że aż jej zazdrościłam, że może tańczyć do tych skocznych kawałków. I byłam jej wdzięczna, kiedy można było zatańczyć do bisu. Podziałała na mnie inspirująco! Może kiedyś zapiszę się do jej chóru...

piątek, 27 marca 2015

wysiłek

Kolejny pracowity tydzień za mną. Tym razem do tego stopnia się "wyeksploatowałam", że wczorajsza akcja charytatywna zakończyła się katarem i permanentnym przemęczeniem, czyt. padłam na pysk razem z B., prawie w opakowaniu, w pełnym makijażu, bez prysznica...
Ale satysfakcja jest:) Że pomimo wielu przeciwności udało nam się przedsięwzięcie doprowadzić do końca. Mimo kąśliwych uwag niektórych kolegów z pracy. Mimo nieporozumień. Mimo braków w sprzęcie w chwili rozpoczęcia koncertu. Mimo obaw natury prawnej. Ale dzięki wielkiemu zaangażowaniu wspaniałej młodzieży. Dzięki życzliwej pomocy koleżanek i kolegów. Dzięki ich ofiarności i chęci niesienia pomocy. Znowu udało się! klik
Idę sobie czasem ulicą. Patrzę na twarze ludzi, którzy mnie mijają. I myślę sobie: nie chcę z nimi gadać. Nie lubię ich. Ale potem przypominam sobie znajomych 20-latków, o których cztery lata temu myślałam  tak samo. Teraz widzę, że myliłam się co do wielu. Wyrastają na ludzi pięknych wewnętrznie. Solidnych i obowiązkowych w sprawach ważnych. Przed nimi egzamin dojrzałości, ale myślę, że swój egzamin z człowieczeństwa już zdali. Żałuję, że sama nie byłam tak dojrzała jak oni w ich wieku.
Wczoraj, w ramach relaksu, wybrałam się do muzeum. Śmieję się w duchu, że muszę przyzwyczajać się do przebywania wśród eksponatów, taka "niedzisiejsza" jestem. Kolejnym etapem tworzenia ceramiki jest wycieranie nierówności papierem ściernym na biskwicie i szkliwienie. Kubek i guziczki.



Tydzień temu, w pierwszy wiosenny dzień, szukaliśmy oznak wiosny.



Słoneczny, ciepły dzień. Dziś pada i temperatura nie zachęca do spacerów. Ale mimo chłodu, słychać już ptasie trele i chrzęst pękających pąków liści...

sobota, 8 listopada 2014

w poszukiwaniu siebie

rok temu pogubiłam się tak bardzo, że musiałam się na nowo poszukać...
na nowo odnaleźć swoja przestrzeń: muzyczną, plastyczną, rękodzielniczą, domową

w podstawówce malowałam
w liceum grałam na gitarze, śpiewałam, szydełkowałam, szkicowałam
na studiach kochałam,czytałam, czytałam i napisałam sztukę teatralną
o przemocy, o czekaniu, o samotności, o niespełnieniu
efekt uboczny pracy magisterskiej o przemocy w teatrze współczesnym
potem przestałam grać na gitarze
zaczęłam haftować obrazy
potem spałam i dalej wyszywałam
potem kochałam,  karmiłam syna, szydełkowałam serwetki, obrusy, chusty zimowe, przewijałam, sprzątałam, prałam, gotowałam, płakałam...

filcowałam, szyłam torby,, filcowałam korale, bawiłam się młynkiem dziewiarskim, szyłam sutasz,
beading, krywulkowe breloczki, próbowałam tkactwa, ceramiki, misiowałam, misiuję

ale w tym wszystkim pogubiłam muzykę, która była dla mnie bardzo ważna
rok temu odkryłam, jak wiele brakowało, kiedy nie było muzyki
zapomniałam, jakie to uczucie, kiedy ciarki przebiegają ci po kręgosłupie, dźwięk przenika twoje ciało, wibruje, wypełnia cię, nie ma niczego, jest tylko muzyka, wszędzie
wróciłam do koncertów
w drodze na jeden z nich zaczęłam liczyć, ile już razy widziałam moich "idoli"
trochę tego było

Pearl Jam 3.07.14 Gdynia


Fismoll 10.10.14 Warszawa

Coma 19.07.14 Jarocin


ostatnio w głowie zaświtał wers
nie pamiętam, z której płyty, rzadko grany na koncertach
I'm open



he decides to dream...dream up a new self for himself

Eddie Vedder, 1996


więc wymyślam się na nowo
czasem w bezgranicznej bezsilnosci
czasem pełna sprawczości i determinacji
kobieta-torpeda
pełna mocy

to na dobranoc porcja radioaktywnej mocy