Odnalazła się paczka z książkami, a właściwie wydawnictwo wysłało drugą, bo pierwsza, choć namierzona, utknęła gdzieś w czasie i przestrzeni. Więc doczekałam się.
Mimo choroby udało mi się zajrzeć do zaśnieżonego lasu. Przejazdem. Na chwilkę.
Kolejny dzień wita mnie coraz bardziej przenikliwym chłodem. Śpię w skarpetkach. W ciągu dnia prawa ręka marznie mi szybciej niż lewa. Ciało napina się i sztywnieje z zimna.
Pierwszy śnieg. Białe drobinki nieśmiało spadające z nieba. Małe, lodowe arcydzieła. Zachwycające swoją delikatnością i precyzją wykonania. Nie ma dwóch takich samych. Każdy projekt jest unikatowy, misternie utkany z kropelek wody, głebokomrożony.
Za moment rozpuszczą się, lądując na szarym asfalcie, chodniku, siwiejących włosach, okularach.
Małe tęsknoty.
Niedobór słońca i endorfin.
Ktoś mi zgasił światło.
Szukam włącznika.
Czarno-biały świat.
Zdętwiałam trochę.
Przygotuję termofor, lampion.
Lniany obrus, mleczna pianka czy natchnienie? A może mroźny poranek albo ziarno sezamu? Kolor ścian jest ważny. Dąb polski czy hamilton? Stół kwadratowy czy okrągły? Białe meble, szara kanapa i koniecznie fotel. Czerwony czy miodowy?
Kobiece dylematy nad meblowaniem domu, pokoju bez tony klocków, samolotów, czołgów i innych drobiazgów. Moje miejsce na odreagowanie dnia.
Na szczęście już wiem, co mi się podoba i jakich mebli potrzebuję.
Nie spodziewałam się, że wybiorę wszystko w jeden weekend.
Za to na dworze coraz zimniej. Poranne mgły ustąpiły miejsca przymrozkom. Kolejny orkan zdmuchnął z drzew złociste i purpurowe liście. Słońce i bezchmurne niebo nie zwiastują ciepła, ale arktyczne chłody. Popołudniowe zachody słońca malują się złotem na horyzoncie, a kształty drzew i budynków odcinają się czernią na tle gasnącego światła dnia. Z konieczności wyjęłam z szafy zimową kurtkę z futrzastym kapturem, grubą czapę z pomponem i rękawice z reniferami. No to zaczęło się... Przeszukuję szufladę wypatrując wełnianych rajstop. Właśnie dobiega końca mój pierwszy miesiąc w sukience. Jeden tylko raz założyłam spodnie, idąc na sprzątanie świata do lasu. Jestem z siebie dumna.
Sezon biegowy uważam za zamknięty. Rozpoczynam akcję #czekamnaśnieg.
Lubię zimę, ale nie lubię zimna, które przeszywa do szpiku kości, zesztywniałych od chłodu stóp i lodowatych, szorstkich dłoni o fakturze papieru.
Lubię ogień tańczący w kominku i ciepły blask świec, puchaty szlafrok i kubek z gorącą kawą, wełnianą chustę i śniegowce z wystającym futrem.
W efekcie zimą bardziej przypominam Yeti niż dziewczynę Bonda, ale ciepło najważniejsze😉