Po dwóch tygodniach siedzenia w domu miałam wrażenie, że się uduszę. Co prawda, trochę poszydełkowałam i poczytałam, ale ciągle w domu. Siedzenie w domu na dłuższą metę mi nie służy. Nastrój mi siada.
Poszłam na spacer do lasu. Było dość wietrznie, więc wpatrywałam się w bujające się korony drzew, słuchałam jak wiatr szumi i kołysze sosnami. Potem las dębowy - zrudziałe liście zaschnięte na gałęziach. Doszłam do brzegu rzeczki. Jako dziecko jeździłam tam na rowerze i zrywałam na łące koniczynę na kwiatowe wianki. Kilka lat temu ktoś wykopał tam staw, powstały mokradła.
Nie mogę się doleczyć. Dodatkowe godziny w pracy nie pomagają na nadwyrężoną krtań... Może mi kiedyś przejdzie, może we wakacje...
Przeprowadzka tuż, tuż. Dlatego znowu upycham się w kartonach. Wieczorami, kiedy nie siedzę w zadaniach bojowych 'na wczoraj', przewożę torby i pudła z dobytkiem. Która to już przeprowadzka? Znowu w lutym i do domu. Za tydzień kupuję wyczekane białe meble.
sobota, 3 lutego 2018
Znowu na kartonach
sobota, 6 stycznia 2018
Czekanie na listonosza
Właściwie to jej nie znam. Znam ją tylko z facebooka. Zachwyciłam się kiedyś jej pracami, szyje zabawki, wkłada w nie całe serce. Poszczególne części ich ciałek zszywa na maszynie, potem je wypycha. Potem zszywa ręcznie wszystkie elementy. Potem wyszywa oczy, naszywa aplikacje, ubiera we własnoręcznie wydziergane na drutach szaliki. Guziki, stempelki, szydełkowe gwiazdki, krewniane ozdoby. Godziny spędzone nad każdym zwierzakiem. Dopieszczone, dopracowane, z myślą o odbiorcy. Kasia. Mama dwójki cudnych dzieciaków. Kiedyś wymieniłyśmy się paczkami i życiem. Ja wysłałam szydełkowego misia, koralikowe breloczki. W tamtym czasie uspokajałam myśli kompulsywnymi robótkami ręcznymi. Od Kasi dostałam renifera, królika dla B. i wiele ciepłych słów. W piątek, kiedy wtaszczyłam się na drugie piętro po dość zabieganym tygodniu, przy drzwiach za rowerem B. znalazłam wciśniętą pod ścianą zapowiedzianą paczkę od Kasi. Renifer, świąteczne serduszka i gazeta z szydełkowymi inspiracjami, którą chciała mi przysłać dwa lata temu. Poczułam się otulona czyjąś myślą, czasem, pamięcią.
Teraz szydełkuję sporadycznie, ale znajdując ciekawy pomysł, nie mogę sobie odmówić chwili tworzenia. Ostatnio więcej czytam. Też kompulsywnie. Po kilka książek jednocześnie, łapczywie, wykrawając kilkadziesiąt minut w ciągu całego tygodnia. Mogę czytać przy dźwiękach telewizora w drugim pokoju i hałasach przypominających odgłosy bitewne, wydawanych przez B. tuż obok mnie.
W święta udało mi się kilka książek skończyć. Kiedyś starałam się zachować jakiś porządek w tym moim czytaniu - skończyć jedną, zacząć następną. Teraz czytam 3-4 jednocześnie, bo zawsze trafię na cenną myśl, inspirację właśnie wtedy, gdy jej potrzebuję. Bang on time! Intuicja mi podpowiada, po co sięgnąć w danej chwili.
wtorek, 10 października 2017
Lisie sprawy
Po deszczowym tygodniu przyszedł słoneczny weekend.
Złotawy dywan z liści strąconych przez orkan nasiąknął deszczem i przykleił się do chodnika.
Poszłam biegać.
Rześkie powietrze. Tak chłodne, że trudno się zgrzać.
Bezwietrzna cisza.
Krzyki żurawii na pobliskich łąkach.
Błotnista, grząska droga.
Omijam kałuże.
Biegnę dalej.
Zapach wilgoci, chłodnego mchu, igliwia.
Klonowe liście przybierają już mój ulubiony jesienny kolor - słoneczny żółty.
Czerwone muchomory ukryte w pożółkłej trawie.
Lubię taką samotność.
Oślepia mnie zachodzące słońce, po chwili chowa się za ołowiane chmury.
W połowie drogi łapie mnie ulewa.
Robi się ciemno i chłodno.
Minął rok, jak odstawiłam szydełko do kubka z długopisami, na półkę z książkami. Jesień - czas czytania. A jak czas czytania, to pora na zakładkę do książek. A jak jesienna zakładka, to lisia. Lubię takie lisie sprawy...
środa, 25 maja 2016
Paczka przyszła!
Z serii - znowu pokazałam coś B. i dużo mnie to kosztowało!
Paczka przyszła, chyba 2 tygodnie temu. Z USA. Podejrzałam to na blogu Ahooka'migurumi.
Wakacje mam z głowy! ;-)
niedziela, 22 maja 2016
Strączek
- Mama, zrób mi, zrób mi! Obiecałam, że zrobię, ale w bliżej nieokreślonym terminie - praca, matury, teczka, potem ewentualnie groszki.
Minął miesiąc. W piątkowy wieczór, kiedy przed 21 weszłam do domu po kilkugodzinnym szkoleniu, mój syn pyta z wyrzutem:
- A kiedy zrobis mi te groski, te zapinane?
Chwilę się zastanawiłam. W perspektywie miałam weekend poza domem, po 12 godzin pracy siedzącej. Nadmieniam, że od blisko miesiąca nie trzymałam szydełka w dłoniach.
- Dzisiaj ci je zrobię - odpowiedziałam. - I schowam pod poduszką, żebyś rano mógł je tam znaleźć.
- Hurra! - wykrzyknął B. - Rano będę ich szukał.
Groszki są z nami już ponad tydzień, ale dopiero dziś zrobiłam im zdjęcia. Wzór - darmowy od amigurumifood.
sobota, 30 kwietnia 2016
Dla Hani
Miałam ambitny plan, aby zdążyć z prezentem na jej narodziny. Niestety, nie udało się, ale cieszę się, że w ogóle go skończyłam. Mowa o wózeczek z papierowej wikliny. Mimo że wyplatalam już koszyki z papieru, wózek był moim debiutem, mam nadzieję, że udanym. Zrobiłam go według tutorialu Ani. W wózeczku śpi szydełkowa laleczka wg StuffTheBody. Mam nadzieję, że spodoba się Hani.
środa, 9 marca 2016
Zwierzęta
czwartek, 18 lutego 2016
niedziela, 1 listopada 2015
sobota, 24 października 2015
Tim
Od dziś Bob ma swojego Tima.
Ponadto, królik Hani ma już czapkę, Tosia - koszyk na pieluchy, S. - 2 pary trampek, a mnie już palce bolą od żołędzi. W ciągu dwóch dni trzasnęłam z 70 sztuk.
W piątek zrobiło mi się przykro. Tylu ludzi wokół mnie uważa, że marnuję się tu, gdzie jestem, że powinnam być gdzieś indziej. Nie wykorzystuję swoich możliwości. Powinnam robić karierę w wielkim mieście i podbijać świat, bo jestem taka wyjątkowa. No tak, ale jest jedna kwestia: jestem TU, a nie gdzieś indziej. Gdybym mogła być gdzieś indziej, to bym była, ale jestem tu, gdzie jestem. Spotykam na swej drodze różnych ludzi. Każdy z nich może mi coś dać albo czegoś nauczyć. Każdy ma swoją misję. Ja też. Jestem tu, aby dopełnić siebie. Nie pasuję? Aż tak się wyróżniam? Nie szkodzi. Mając wpływ na otoczenie zmieniam je. Wierzę, że dopasujemy się do siebie.
sobota, 3 października 2015
Karuzela
Karuzela dla F. skończona. Mam nadzieję, że będzie z zaciekawieniem przyglądał się tym leśnym zwierzakom z kontynentu rodziców, bo w Azji raczej takich nie ma.
niedziela, 13 września 2015
Pączek z oczami
- Mama, a zrobis mi takiego pącka z ocami? - spytał B. proszącym tonem.
A co to takiego, ten "pącek z ocami"? Zmęczona nocną tygodniową papierologią, zatęskniłam za szydełkiem. Czasu coraz mniej, a karuzela nad łóżeczko dla Małego Motylka jeszcze nie zaczęta. Postanowiłam, że na karuzeli zawisną zwierzęta europejskie, zamieszkujące ojczyzny rodziców. Zaczęłam od małego jeżyka, według wzoru amiguruMei. Kiedy powstał, B. nazwał go pączkiem z oczami, bo przed wykończeniem kudłatą włóczką rzeczywiście przypomina drożdżowy przysmak.
Ps. Mały Motylek przyszedł na świat dziś wieczorem. Ma na imię F. Buziaki i uściski dla dzielnej Mamy, gratulacje dla Taty i Siostrzyczki, a Pączek dla Ciebie, Drogi F.!
niedziela, 16 sierpnia 2015
Na wypasie
Wczoraj - babski wieczór z filmem Woody'ego Allena. I orzeźwiające mojito.
Dziś plażing przy ogrodowym basenie. W tej chwili brakuje mi tylko kawy.
Podgoniłam trochę robótki, teraz pora na szydełkowe śpiące bobaski.
poniedziałek, 27 lipca 2015
Lalka waldorfska
Leżąc w łóżku o drugiej w nocy wymyśliłam sobie, że skoro mam w zasięgu mistrzynię, może przeszkoliłaby mnie na prywatnych warsztatach? I odbyły się!
Wykonanie lalki jest bardzo pracochłonne; filcowanie na sucho, formowanie rysów główki, obszywanie trykotem, wyszywanie oczu, potem krojenie części ciała, zszywanie, wypychanie owczym runem, wyszywanie włosów, łączenie elementów, szycie ubranek. Kto szył kiedykolwiek na maszynie do szycia ten wie, że szycie małych elementów to karkołomny wyczyn. Tym, co nie szyją wcale, pozostaje szycie ręczne... Czyli czeka mnie jeszcze trochę pracy. Na razie zrobiłam główkę, resztą zajmę się po powrocie z kolejnej wyprawy.
niedziela, 19 kwietnia 2015
igła w oku
środa, 18 marca 2015
niedokończone
Zaległości w pracy, w spaniu, w szydełkowaniu, czytaniu, odpoczywaniu, spędzaniu czasu z B. Pospiech i brak czasu dla siebie. Marnotrawienie cennej energii na drobiazgi, które w oczach innych urastają do rangi spraw życia i śmierci. A to tylko drobiazgi dnia codziennego. Ale daję się wkręcić i biegnę, jak inni. Przeeksploatowałam się wielkim otwarciem w pracy.
Trudne jest ciągłe wyłamywanie się: a dlaczego pani nie je mięsa? a dziecku pani daje? a słodycze? a co pani ma w tym słoiku? a dlaczego to tak dziwnie wygląda? sama robiłaś? kiedy ty masz na to czas? chce ci się? a dlaczego nie chce pani tego podpisać? to zakładamy tę kartę biblioteczną? a ile syn ma lat? chodzi już do szkoły? Nie, ma 4 lata. Niech każdy robi to, co uważa za stosowne, a reszta niech pilnuje swego nosa i wszyscy będą zdrowsi.
B. został czytelnikiem. Połknęliśmy już Tupcia Chrupcia, Rośliny i Muminka i przyjaciół.
Wieczór bez książeczki jest wieczorem straconym. No dziś jeden straciliśmy... przez niedokończone minionki.
Niedokończone książki, niektóre nawet nie zaczęte.
poniedziałek, 9 lutego 2015
miotanie statyczne
Przez długi czas ukrywalam coś w tajemnicy przed światem i zabroniłam sobie cieszyć się tym, co miało nadejść.
Żeby nie zapeszyć.
Na szczęście, wtedy wszystko się udało, ale do dziś mam do siebie żal, że nie dałam sobie szansy na przeżywanie tej radości.
Historia się powtarza, żeby nie zapeszyć...
No tylko jest jeden mały problem - niemożność przeżywania radości w czasie rzeczywistym strasznie męczy.
I teraz jestem taka blada i zmęczona. Bo niewiele brakowało, a nic by z tego nie wyszło, ot, taka grypa, po prostu. Najdroższa grypa w historii...
Już opłakałam porażkę, aż tu nagle rano, sygnał z kosmosu, bielizna na lewą stronę i wyjście na prostą. Gorączka opadła.
Zdążyłam wykonać plan minimum.
Zgodnie z obietnicą.
Ostatnio chodzą za mną piosenki, np. "Impossible" albo "I see fire". Generalnie nastrój balladowy. Kiedyś w Trójce usłyszałam jednak inny utwór i cały rok się zastanawialam, kto go śpiewa. Na szczęście dane mi było się dowiedzieć.
O tym, jak można miotac się statycznie.
sobota, 24 stycznia 2015
moja słabość
Zakochałam się w kolorze wiśniowego kremu...
niedziela, 18 stycznia 2015
Upór
Do tego gorący czas w pracy, podsumowania, zestawienia, plany na kolejne kwartały.
Kiedy nadchodzi pora kolacji, kąpieli i czytania bajek, B. uparcie twierdzi, że to najlepszy czas na wszystko, oprócz wyżej wymienionych. Jest taki domowy żart, że B. powinien mieć na drugie imię Upór. Jak podrośnie, będzie miał obowiazkowe seanse filmu "Yes Man" ("Jestem na tak"). I tak codziennie toczę boje o zachowanie wieczornej rutyny, i codziennie odnoszę klęskę, czego skutkiem jest zaledwie chwilka na robótkowanie. Trudno mi mi się z tym pogodzić. Więc podkradam minuty przeznaczone na nocny odpoczynek tak długo, dopóki ciało nie powie dość i wygra potyczkę z wolą tworzenia. I zdarza się, ze chodzę spać z kurami. I zdarza się, że zaniedbuję bloga:) Albo człowiek wyspany, albo spełniony. I żeby nie było, że jestem taka wyspana, tym zajmowałam się ostatnimi dniami i cieszyłam się miękkością bawełnianej włóczki, która jest najmilszą, z jaką do tej pory pracowałam. Jeszcze nie wykończona, do zszycia, przygotowuje się do wielkiej podróży na koniec świata dla małej V.
piątek, 9 stycznia 2015
obfitość
Mam wełnę, zapragnęłam żołędzi, miękkich i kolorowych. Żołędzie powinny być mieć czapeczki. Skąd w styczniu wziąć żołędzie? No z lasu:) Współczuję wszystkim dzikom, które szukają zimą przekąsek wśród zmrożonych liści. Początek poszukiwań nie napawał optymizmem. Zmarznięte ręce i zaledwie kilka czapeczek. Zmieniłam lokalizację. Na skraju lasu dopadł mnie mroźny wiatr. Zaczęłam rozgrzebywać dębowe liście. I nic. W ręce zimno, zaczynam tracić czucie w palcach. I nagle jest: jeden, drugi, trzeci... Udało się! Zdobyłam pół torby. Będą żołędzie!
Wieczorem odebrałam ceramikę z warsztatów w muzeum.





























