Tydzień spędzony w domu. Zwolnienie tempa, zmiana obowiązków, więcej czytania, zdecydowanie więcej snu - nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle spałam.
Doglądanie pisania literek i sylab przez B., wspólne świąteczne "wypieki" z masy solnej i malowanie ich plakatówkami, czas na wieczorną pizzę, gra w unowocześnione statki.
Pisanie życzeń do Kazachstanu. Odkładane z dnia na dzień, ale mission accomplished.
Zamawianie stołu, krzeseł i fotela, koniecznie czerwonego.
Odbiór pierwszych mebli i wciąganie ich przez balkon na piętro - miałam moment zawahania, kiedy zaczynało brakować mi sił, żeby przeciągnąć pół kanapy przez barierkę na balkon. Na szczęście, udało się. A tu jeszcze ściany niepomalowane...
Porządki w fakturach, papierach, dokumentach. Sukcesywne przewożenie pierwszych partii kartonów, np. z płytami, których jeszcze nie rozpakowałam po przeprowadzce dokładnie 3 lata temu.
Trafiam na zapomniane rzeczy: przedmioty, zapiski...
Przywołują momenty, szczegóły, o których wolałabym nie pamiętać i wyrzuciłam je z pamięci. Chowam je z powrotem.
Do tego wezwanie i perspektywa środowego wyjazdu. Dalsze przywoływanie przeszłości. Poprawiam sobie humor myślą, że po wszystkim pójdę nad Wisłę i będę wspominać ciepły, słoneczny dzień pełen tańca i radości.
Nadchodzi gorący czas w pracy. W tym tygodniu będę się musiała rozpędzić, a wyhamuję dopiero przed świętami...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sen. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 26 listopada 2017
piątek, 23 stycznia 2015
szoping
Kobieta nie byłaby kobietą, gdyby od czasu do czasu nie rzuciła się w wir zakupów. Tak więc rzuciłam się. Oto efekty:)
5 kg poliestrowego wypełnienia do poduszek, tzw. kulki i dwa bukowe style do łopat. Bynajmniej nie odświeżam narzędzi ogrodowych. Kulka posłuży jako wnętrzności szydełkowych stworów, drewniane "kije" zostaną przerobione na "stylowe" szpulki do nici.
Ostatnie dni obfitowały w zbiegi okoliczności i kolejne sny o górach.
Jakiś czas temu natrafiłam na drewniane szpulki i piękne gąski. Wysłałam maila z zapytaniem o możliwośc zamówienia. Niestety możliwości nie było. Oprócz szpulek do podpatrzenia, był tam też piękny kołowrotek do szydełkowania lub drutowania. Zamarzył mi się, a że wybierałam się do znajomego majstra w celu zamówienia szpulek, postanowiłam omówić z nim również wykonaie kołowrotka. Jakież było moje zdumienie, kiedy tego samego dnia dostałam maila z propozycją zakupu rzeczonego kołowrotka... Podobno jest już w drodze.
A sen? Śniły mi się góry i miasto w górach, dużo zieleni, wąskie korytarze, przejścia, schody. Czegoś szukałam, może chleba albo miodu, chodziłam w kółko, ale nie czułam zmęczenia. A potem wspinałam się samotnie na najwyższą górę w okolicy. Czułam ciepło słonecznego dnia i łagodne podmuchy wiatru. Pamiętam widok z płaskiego szczytu. a potem zejscie w dół, już wśród ludzi, w dużej grupie. Było mi dobrze. To dobry sen.
5 kg poliestrowego wypełnienia do poduszek, tzw. kulki i dwa bukowe style do łopat. Bynajmniej nie odświeżam narzędzi ogrodowych. Kulka posłuży jako wnętrzności szydełkowych stworów, drewniane "kije" zostaną przerobione na "stylowe" szpulki do nici.
Ostatnie dni obfitowały w zbiegi okoliczności i kolejne sny o górach.
Jakiś czas temu natrafiłam na drewniane szpulki i piękne gąski. Wysłałam maila z zapytaniem o możliwośc zamówienia. Niestety możliwości nie było. Oprócz szpulek do podpatrzenia, był tam też piękny kołowrotek do szydełkowania lub drutowania. Zamarzył mi się, a że wybierałam się do znajomego majstra w celu zamówienia szpulek, postanowiłam omówić z nim również wykonaie kołowrotka. Jakież było moje zdumienie, kiedy tego samego dnia dostałam maila z propozycją zakupu rzeczonego kołowrotka... Podobno jest już w drodze.
A sen? Śniły mi się góry i miasto w górach, dużo zieleni, wąskie korytarze, przejścia, schody. Czegoś szukałam, może chleba albo miodu, chodziłam w kółko, ale nie czułam zmęczenia. A potem wspinałam się samotnie na najwyższą górę w okolicy. Czułam ciepło słonecznego dnia i łagodne podmuchy wiatru. Pamiętam widok z płaskiego szczytu. a potem zejscie w dół, już wśród ludzi, w dużej grupie. Było mi dobrze. To dobry sen.
niedziela, 18 stycznia 2015
Upór
Weekend w stolicy utwierdził mnie w przekonaniu, że to już nie te lata... Niby człowiek jeszcze młody, ale jak dwa wieczory z rzędu zarwie, to potem ze trzy musi odsypiać. Budzik codziennie dzwoni o 5.55 i nieubłaganie oznajmia początek nowego dnia, choć jeszcze pogrążonego w głebokiej ciemności, i dosłownie "w ciemno" mamy przyjąć, że to już dzień, a nie środek nocy. Ale organizmu nikt nie oszuka. Czuje, że to środek polarnej zimy, choć termometr mówi co innego, i najlepszym miejscem dla ciała jest ciepłe łóżeczko, wbrew temu, co mówi budzik.
Do tego gorący czas w pracy, podsumowania, zestawienia, plany na kolejne kwartały.
Kiedy nadchodzi pora kolacji, kąpieli i czytania bajek, B. uparcie twierdzi, że to najlepszy czas na wszystko, oprócz wyżej wymienionych. Jest taki domowy żart, że B. powinien mieć na drugie imię Upór. Jak podrośnie, będzie miał obowiazkowe seanse filmu "Yes Man" ("Jestem na tak"). I tak codziennie toczę boje o zachowanie wieczornej rutyny, i codziennie odnoszę klęskę, czego skutkiem jest zaledwie chwilka na robótkowanie. Trudno mi mi się z tym pogodzić. Więc podkradam minuty przeznaczone na nocny odpoczynek tak długo, dopóki ciało nie powie dość i wygra potyczkę z wolą tworzenia. I zdarza się, ze chodzę spać z kurami. I zdarza się, że zaniedbuję bloga:) Albo człowiek wyspany, albo spełniony. I żeby nie było, że jestem taka wyspana, tym zajmowałam się ostatnimi dniami i cieszyłam się miękkością bawełnianej włóczki, która jest najmilszą, z jaką do tej pory pracowałam. Jeszcze nie wykończona, do zszycia, przygotowuje się do wielkiej podróży na koniec świata dla małej V.
Do tego gorący czas w pracy, podsumowania, zestawienia, plany na kolejne kwartały.
Kiedy nadchodzi pora kolacji, kąpieli i czytania bajek, B. uparcie twierdzi, że to najlepszy czas na wszystko, oprócz wyżej wymienionych. Jest taki domowy żart, że B. powinien mieć na drugie imię Upór. Jak podrośnie, będzie miał obowiazkowe seanse filmu "Yes Man" ("Jestem na tak"). I tak codziennie toczę boje o zachowanie wieczornej rutyny, i codziennie odnoszę klęskę, czego skutkiem jest zaledwie chwilka na robótkowanie. Trudno mi mi się z tym pogodzić. Więc podkradam minuty przeznaczone na nocny odpoczynek tak długo, dopóki ciało nie powie dość i wygra potyczkę z wolą tworzenia. I zdarza się, ze chodzę spać z kurami. I zdarza się, że zaniedbuję bloga:) Albo człowiek wyspany, albo spełniony. I żeby nie było, że jestem taka wyspana, tym zajmowałam się ostatnimi dniami i cieszyłam się miękkością bawełnianej włóczki, która jest najmilszą, z jaką do tej pory pracowałam. Jeszcze nie wykończona, do zszycia, przygotowuje się do wielkiej podróży na koniec świata dla małej V.
niedziela, 23 listopada 2014
prezent-niespodzianka
Jeszcze pięć dni i zmieniamy adres. Ja i B. Nasze rzeczy, te potrzebne i te niepotrzebne. Tony książek, przypraw, foremek do pieczenia muffinek, talerzyków, filiżanek, kubeczków, butów, sukienek... Zostaje dom i pies. Już za nim tęsknię. Co zrobić z owczarkiem (po)niemieckim, typowo podwórkowym? Ex ma go zabrać do teściów, ale i tak się martwię, jak o dziecko, pierwszy raz wyjeżdżające na kolonie. kto się będzie z nim bawił piłką, drapał za uchem aż do uzyskania basowego pomruku, a co jeśli trafi na łańcuch... Nie mogę tak myśleć. Pakuję się chaotycznie, zajmuje mi to dużo czasu, a mam wrażenie, że stoję w miejscu. Nie zrobiłam zdjęć pożegnalnych moim drzewkom i krzaczkom, psu... chyba już nie zdążę.
Spaliśmy ostatnio na nowym miejscu i oto przyśnił mi się bardzo wyraźny sen. Często śnię, ale rzadko pamiętam o czym. A tu sen wyraźny, dość przyjemny. Ja. Słoneczny letni dzień. Wędruję po lesie, wychodzę z niego i jestem nad jeziorem otoczonym górami. Wędruję z grupą ludzi i z synem. Pada propozycja dalszej wspinaczki, ale stwierdzam przytomnie, że z wózkiem i trzylatkiem to chyba nienajlepszy pomysł i zostaję nad jeziorem. Kąpię się w nim. Jestem zrelaksowana i ciekawa nowych doznań. Potem zmiana scenerii. Czytam sms od znajomej, która lada dzień ma urodzić dziecko. To jeszcze nie ten moment. Czekamy dalej. Następne smsy od koleżanek z pracy: kolejne dwie właśnie dowiedziały się, ze zaszły w ciążę, potem jeszcze dwa, z których dowiaduję się o szczęśliwych narodzinach dwóch maluszków.
Senniki twierdzą, ze sen o ciąży to nowe plany i nadzieje, które dojrzewają i urzeczywistnią się. Natomiast sen o byciu otoczonym górami oznacza, ze jeszcze jest czas na wybrnięcie z trudnej sytuacji.
Już na jawie, dwa dni później dostaję sms od znajomej, która właśnie urodziła syna...
Czytam "Zorkownię" Agnieszki Kalugi.
Trudno o takiej książce powiedzieć, że jest fajna. Tematyka jest niefajna, jak niefajne bywa życie. Książka jest piękna, wzruszająca, intymna. Zaczęłam się zastanawiać, czy będzie miał mnie kto potrzymać za rękę, kiedy nadejdzie kres. Najbardziej dla mnie wzruszające momenty to odejście Gosi, mamy dwuletniej córeczki, która pisze do niej list pożegnalny, i odejście trzyletniego Mikołajka... Zapyta ktoś, po co w tym momencie życia czytać "dołujące" książki. Żeby nabrać dystansu, przypomnieć sobie, co jest ważne, wzmocnić kręgosłup.
Jeden fragment szczególnie pasuje teraz do mnie, bo często słyszę te słowa:
"Skądinąd każdorazowe "podziwiam cię" wprawia mnie w głęboki smutek. W podziwie przecież tak wiele zdziwienia, dziwności, tak wiele egzotyki. Spora też odległość."
Długo dojrzewałam do tej decyzji, długo wahałam się, rozpaczałam. Nie czuję się godna podziwu, bo tylko ja wiem, jaką cenę emocjonalną za to płacę. Wzięłam się wreszcie w garść i oto wyprowadzam się. Moja pierwsza wyprowadzka w nieznane. Ze stabilizacji w... no właśnie, w co? Jeszcze nigdy nie byłam tak pewna tego, ze nie wiem, co mnie czeka. Uwielbiam prezenty-niespodzianki. Może los szykuje dla mnie największą niespodziankę w moim dotychczasowym życiu?
Spaliśmy ostatnio na nowym miejscu i oto przyśnił mi się bardzo wyraźny sen. Często śnię, ale rzadko pamiętam o czym. A tu sen wyraźny, dość przyjemny. Ja. Słoneczny letni dzień. Wędruję po lesie, wychodzę z niego i jestem nad jeziorem otoczonym górami. Wędruję z grupą ludzi i z synem. Pada propozycja dalszej wspinaczki, ale stwierdzam przytomnie, że z wózkiem i trzylatkiem to chyba nienajlepszy pomysł i zostaję nad jeziorem. Kąpię się w nim. Jestem zrelaksowana i ciekawa nowych doznań. Potem zmiana scenerii. Czytam sms od znajomej, która lada dzień ma urodzić dziecko. To jeszcze nie ten moment. Czekamy dalej. Następne smsy od koleżanek z pracy: kolejne dwie właśnie dowiedziały się, ze zaszły w ciążę, potem jeszcze dwa, z których dowiaduję się o szczęśliwych narodzinach dwóch maluszków.
Senniki twierdzą, ze sen o ciąży to nowe plany i nadzieje, które dojrzewają i urzeczywistnią się. Natomiast sen o byciu otoczonym górami oznacza, ze jeszcze jest czas na wybrnięcie z trudnej sytuacji.
Już na jawie, dwa dni później dostaję sms od znajomej, która właśnie urodziła syna...
Czytam "Zorkownię" Agnieszki Kalugi.
Trudno o takiej książce powiedzieć, że jest fajna. Tematyka jest niefajna, jak niefajne bywa życie. Książka jest piękna, wzruszająca, intymna. Zaczęłam się zastanawiać, czy będzie miał mnie kto potrzymać za rękę, kiedy nadejdzie kres. Najbardziej dla mnie wzruszające momenty to odejście Gosi, mamy dwuletniej córeczki, która pisze do niej list pożegnalny, i odejście trzyletniego Mikołajka... Zapyta ktoś, po co w tym momencie życia czytać "dołujące" książki. Żeby nabrać dystansu, przypomnieć sobie, co jest ważne, wzmocnić kręgosłup.
Jeden fragment szczególnie pasuje teraz do mnie, bo często słyszę te słowa:
"Skądinąd każdorazowe "podziwiam cię" wprawia mnie w głęboki smutek. W podziwie przecież tak wiele zdziwienia, dziwności, tak wiele egzotyki. Spora też odległość."
Długo dojrzewałam do tej decyzji, długo wahałam się, rozpaczałam. Nie czuję się godna podziwu, bo tylko ja wiem, jaką cenę emocjonalną za to płacę. Wzięłam się wreszcie w garść i oto wyprowadzam się. Moja pierwsza wyprowadzka w nieznane. Ze stabilizacji w... no właśnie, w co? Jeszcze nigdy nie byłam tak pewna tego, ze nie wiem, co mnie czeka. Uwielbiam prezenty-niespodzianki. Może los szykuje dla mnie największą niespodziankę w moim dotychczasowym życiu?
Subskrybuj:
Posty (Atom)




