Po dwóch tygodniach siedzenia w domu miałam wrażenie, że się uduszę. Co prawda, trochę poszydełkowałam i poczytałam, ale ciągle w domu. Siedzenie w domu na dłuższą metę mi nie służy. Nastrój mi siada.
Poszłam na spacer do lasu. Było dość wietrznie, więc wpatrywałam się w bujające się korony drzew, słuchałam jak wiatr szumi i kołysze sosnami. Potem las dębowy - zrudziałe liście zaschnięte na gałęziach. Doszłam do brzegu rzeczki. Jako dziecko jeździłam tam na rowerze i zrywałam na łące koniczynę na kwiatowe wianki. Kilka lat temu ktoś wykopał tam staw, powstały mokradła.
Nie mogę się doleczyć. Dodatkowe godziny w pracy nie pomagają na nadwyrężoną krtań... Może mi kiedyś przejdzie, może we wakacje...
Przeprowadzka tuż, tuż. Dlatego znowu upycham się w kartonach. Wieczorami, kiedy nie siedzę w zadaniach bojowych 'na wczoraj', przewożę torby i pudła z dobytkiem. Która to już przeprowadzka? Znowu w lutym i do domu. Za tydzień kupuję wyczekane białe meble.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miś. Pokaż wszystkie posty
sobota, 3 lutego 2018
Znowu na kartonach
wtorek, 23 grudnia 2014
Merry Christmas!
Każdy marzy o białych świętach. A za oknem plus 10 stopni Celsjusza, deszcz i wiatr, porywający czapki z głów. No nie czuje się świąt w Mieście Mniejszym. Co prawda, ogródki są już przystrojone światełkami, Czasem zdarzy się neonowy renifer. Główny plac przed kościołem ozdabia świecący anioł z harfą. Ładny.
Ale one już od jutra. Mikołaj prawdopodobnie przyjedzie autobusem albo innym pojazdem kołowym (nie mamy kolei, a sanie odpadają z powodu braku śniegu). Przez kominek też nie wejdzie, bo się pobrudzi. Tak zawyrokował B.
A Dzieciątko? Którędy wejdzie do Twojego serca?
Chciałabym, aby nadeszła pora na wyciszenie i skupienie. Skupienie na B. Bo mimo wolnych dni, nie miałam dla niego za dużo czasu. Ostatnie zamówienia, wypieki, odkładane na ostatnią chwilę porządki. I wspomnienia zeszłorocznych świąt, kiedy wierzyłam, że się uda. Teraz tak odległe. Czy to naprawdę się zdarzyło?Więc jutro pewnie też będę szydełkować, żeby nie myśleć za dużo. Bo to tak jak z haftem krzyżykowym albo frywolitką - trzeba liczyć, a wtedy głowa skupia się na cyferkach. I nie byłabym sobą, gdybym się nie pochwaliła owocami rąk mych.
Tym razem wytwór drutowy plus aplikacja z filcu. Tematyka deserowa. Towar eksportowy do Hiszpanii.
Bałwani i reniferi. W związku z tym, że dobrze dogadują się z astrologicznymi Strzelcami, nadszedł czas na prezenty urodzinowe. O ile bałwanki robi się dość sprawnie, o tyle renifery są cudne, ale to dziergania masakryczne, o ile ktoś lubi dłubanie i dużo szycia. Obiecałam sobie, że dobrowolnie za rok ich nie zrobię. No chyba że pod przymusem.
Potem nadszedł czas na pełnoziarniste pierniczki i cinnamon bun. Idealnie wpisuje się w moją żywieniową filozofię. Mieszanina słodyczy i soli o zapachu cynamonu. Wilgotne. Mniam.
A na koniec...
Odkładana na ostatnią chwilę. Urocza i elegancka. Z zalotną różową łatką po prawej stronie miejsca, w którym plecy zmieniaja swą szlachetną nazwę;) Świąteczna, czerwonoserca, z subtelną kokardką. Wiem tylko, że ma ją dostać pewna młoda dama. To chyba prezent godny młodej damy. Wyrabiam się, z misia na misia, misie wychodzą mi coraz ładniejsze. Sama chciałabym taką misicę dostać. Mogę sobie zrobić, ale to nie to samo... W sumie, chciałabym kiedyś dostać taki prezent: maksymalnie spersonalizowany, ręcznie wykonany, specjalnie dla mnie i z myślą o mnie. Takie mam marzenie.
Podobno człowiek życzy innym tego, czego mu najbardziej brakuje.
Dlatego życzę Wam, tym blisko i tym trochę dalej, w ciepłych i zimnych krajach, zdrowych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych wśród bliskich, kochanych i kochających, które przeżyjecie z innymi i dla innych przy choince pachnącej lasem, przy suto zastawionym stole, pachnącym pierogami, grzybkami, rybkami, makowcami i piernikami, przy dźwiękach kolęd. Życzę Wam magicznego czasu, dziecięcej radości, odpoczynku, okazji do zatrzymania się i zadumy.
M.
A Dzieciątko? Którędy wejdzie do Twojego serca?
Chciałabym, aby nadeszła pora na wyciszenie i skupienie. Skupienie na B. Bo mimo wolnych dni, nie miałam dla niego za dużo czasu. Ostatnie zamówienia, wypieki, odkładane na ostatnią chwilę porządki. I wspomnienia zeszłorocznych świąt, kiedy wierzyłam, że się uda. Teraz tak odległe. Czy to naprawdę się zdarzyło?Więc jutro pewnie też będę szydełkować, żeby nie myśleć za dużo. Bo to tak jak z haftem krzyżykowym albo frywolitką - trzeba liczyć, a wtedy głowa skupia się na cyferkach. I nie byłabym sobą, gdybym się nie pochwaliła owocami rąk mych.
Tym razem wytwór drutowy plus aplikacja z filcu. Tematyka deserowa. Towar eksportowy do Hiszpanii.
Bałwani i reniferi. W związku z tym, że dobrze dogadują się z astrologicznymi Strzelcami, nadszedł czas na prezenty urodzinowe. O ile bałwanki robi się dość sprawnie, o tyle renifery są cudne, ale to dziergania masakryczne, o ile ktoś lubi dłubanie i dużo szycia. Obiecałam sobie, że dobrowolnie za rok ich nie zrobię. No chyba że pod przymusem.
Potem nadszedł czas na pełnoziarniste pierniczki i cinnamon bun. Idealnie wpisuje się w moją żywieniową filozofię. Mieszanina słodyczy i soli o zapachu cynamonu. Wilgotne. Mniam.
A na koniec...
Odkładana na ostatnią chwilę. Urocza i elegancka. Z zalotną różową łatką po prawej stronie miejsca, w którym plecy zmieniaja swą szlachetną nazwę;) Świąteczna, czerwonoserca, z subtelną kokardką. Wiem tylko, że ma ją dostać pewna młoda dama. To chyba prezent godny młodej damy. Wyrabiam się, z misia na misia, misie wychodzą mi coraz ładniejsze. Sama chciałabym taką misicę dostać. Mogę sobie zrobić, ale to nie to samo... W sumie, chciałabym kiedyś dostać taki prezent: maksymalnie spersonalizowany, ręcznie wykonany, specjalnie dla mnie i z myślą o mnie. Takie mam marzenie.
Podobno człowiek życzy innym tego, czego mu najbardziej brakuje.
Dlatego życzę Wam, tym blisko i tym trochę dalej, w ciepłych i zimnych krajach, zdrowych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych wśród bliskich, kochanych i kochających, które przeżyjecie z innymi i dla innych przy choince pachnącej lasem, przy suto zastawionym stole, pachnącym pierogami, grzybkami, rybkami, makowcami i piernikami, przy dźwiękach kolęd. Życzę Wam magicznego czasu, dziecięcej radości, odpoczynku, okazji do zatrzymania się i zadumy.
M.
środa, 19 listopada 2014
romantycznie
Zgrzyt skrzydeł kartonowego pudła, które musiałam odchylić, i jego szorstkość przyprawiły mnie o ciarki na plecach. Zakurzone książki brudzą ręce. Jeszcze trudniej dotykać kartonu. Już wszystko jasne. Przestałam się ukrywać. Teraz już działam jawnie. Wyjmuję z ukrycia czekające kartonowe pudła i wypełniam je książkami. Dzielę na te, które wędrują do pewnej piwnicy na przechowanie; miesiąc, dwa, rok, może dwa... czas pokaże. I na te, które muszą być pod ręką w mojej tymczasowej szuflandii. Zapełniłam sześć, może siedem pudeł. Zatrzymałam się. Na dzisiaj dość. Otwieram kolejne szafki, pudełka, wyrzucam, żegnam się z teraźniejszością na wsi, pakuje. Rozgrzebałam pół pokoju. Reszta jutro. Jestem chaotyczna, zaczynam dużo rzeczy na raz, a potem kończę je symultanicznie. Domykam kilka spraw jednocześnie. Mam w głowie listę, co jeszcze do zrobienia, zanim zamknę za sobą drzwi. Czasu coraz mniej.
Misie mają nowy wyraz twarzy. Mimo całego zamieszania są zadowolone.
Jeszcze kubeczek dla Mojej Darling. Bo właśnie teraz jest pora sweterkowa. 23 listopada obchodzimy World Hello Day, czyli Światowy Dzień Życzliwości i Pozdrowień. W zeszłym roku podjęłam prywatne wyzwanie i zrobiłam zestaw sweterkowo-kubeczkowy na kiermasz charytatywny. Powspominajmy:
Wielka frajda tworzenia i ogromna radość z faktu, że mogłam komuś pomóc, bo wszystkie się sprzedały. Byłam z siebie dumna. To był czas mocy. Mam nadzieję, że moc jeszcze powróci.
Misie mają nowy wyraz twarzy. Mimo całego zamieszania są zadowolone.
Jeszcze kubeczek dla Mojej Darling. Bo właśnie teraz jest pora sweterkowa. 23 listopada obchodzimy World Hello Day, czyli Światowy Dzień Życzliwości i Pozdrowień. W zeszłym roku podjęłam prywatne wyzwanie i zrobiłam zestaw sweterkowo-kubeczkowy na kiermasz charytatywny. Powspominajmy:
Wielka frajda tworzenia i ogromna radość z faktu, że mogłam komuś pomóc, bo wszystkie się sprzedały. Byłam z siebie dumna. To był czas mocy. Mam nadzieję, że moc jeszcze powróci.
wtorek, 11 listopada 2014
slow life
Czasami stać mnie na taki luksus. Nie zdarza się to często. W codziennej gonitwie wciąż brak czasu na drobne przyjemności. Takie tłumaczenie. Mało asertywności. A jak mawiała moja Motyliczka :* trzeba być dla siebie dobrym. W zasadzie powinnam powtarzać to jako: jestem dla siebie dobra. I popierać tę afirmację czynem na każdym kroku.
Nie byłam dla siebie ostatnio za dobra. Przykręcałam sobie śrubkę, aż się złamała. Za mało przyjemności, choć tych drobnych.
Dlatego korzystając z chwil rekonwalescencji chciwie łapię te momenty i magazynuję.
Przymierzając się do pakowania dobytku, znalazłam w szafce garnuszek do ubijania mlecznej pianki do kawy. W związku z tym B. ma nowy ulubiony napój - kakao z pianką.
Jest czas na ciasto bananowe - przepis z cbeebies. Koktajl jagodowo-jogurtowy.Placuszki gryczano-lniane z kremem migdałowo-kokosowym. Marchewkowe serduszka - nowy przysmak B. I mnóstwo czasu na robótkowe zaległości.
Miś dla Szymona, który niedługo pojawi się na świecie. Miś dla Stasia, a dla misia zestaw owoców i warzyw: gruszki, jabłuszka, śliwki, banan, brzoskwinia, ogórek, marchewka, pietruszka i dynia. Wszystko wymaga jeszcze wykończenia. Lubię szydełkować hurtowo i etapami. Najpierw zrobić wszystkie elementy, potem hurtowo zszywać, potem wykańczać wszystko na raz. Na zszycie czeka jeszcze biała owieczka, stylizowana na owieczki Nici, popularne kilka lat temu. A do zrobienia jeszcze kot i myszka dla Antosia oraz mysi zaprzęg Świętego Mikołaja i Rudolf dla B.
Nie mogę się doczekać!
Nie byłam dla siebie ostatnio za dobra. Przykręcałam sobie śrubkę, aż się złamała. Za mało przyjemności, choć tych drobnych.
Dlatego korzystając z chwil rekonwalescencji chciwie łapię te momenty i magazynuję.
Przymierzając się do pakowania dobytku, znalazłam w szafce garnuszek do ubijania mlecznej pianki do kawy. W związku z tym B. ma nowy ulubiony napój - kakao z pianką.
Jest czas na ciasto bananowe - przepis z cbeebies. Koktajl jagodowo-jogurtowy.Placuszki gryczano-lniane z kremem migdałowo-kokosowym. Marchewkowe serduszka - nowy przysmak B. I mnóstwo czasu na robótkowe zaległości.
Miś dla Szymona, który niedługo pojawi się na świecie. Miś dla Stasia, a dla misia zestaw owoców i warzyw: gruszki, jabłuszka, śliwki, banan, brzoskwinia, ogórek, marchewka, pietruszka i dynia. Wszystko wymaga jeszcze wykończenia. Lubię szydełkować hurtowo i etapami. Najpierw zrobić wszystkie elementy, potem hurtowo zszywać, potem wykańczać wszystko na raz. Na zszycie czeka jeszcze biała owieczka, stylizowana na owieczki Nici, popularne kilka lat temu. A do zrobienia jeszcze kot i myszka dla Antosia oraz mysi zaprzęg Świętego Mikołaja i Rudolf dla B.
Nie mogę się doczekać!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















