Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 stycznia 2018

Wyścig

Czas pędzi nieubłaganie. Mnóstwo obowiązków, zastępstw i wyjazdów przypłaciłam anginą i przymusowym pobytem w domu. Studniówka raczej też mi nie pomogła. Nie mogłam jej odpuścić, bo miałam ochotę potańczyć i raz od wielkiego dzwonu zrobić się 'na wyjściowo'. A teraz cisza, czas z książką, ciepła herbata z malinami, miodem i cytryną, oglądanie śniegu przez okno. Odpoczynek po ostatnim tygodniu - szaleństwo w pracy, wyścig z czasem, żeby odwiedzić bardzo bliską mi osobę w szpitalu. Na szczęście skończyło się na kilku szwach na głowie i potłuczonym samochodzie. Wróciła już do pracy. Myślę, że powrót do ludzi był jej potrzebny. 
Czasem przychodzą chwile wzruszenia takiego, że nie umiem opanować łez. Tak po prostu. Zakochana para tańcząca walca. Chyba robię się coraz bardziej sentymentalna, bo historia powtarza się co roku... 
Czasem późnym wieczorem zadzwoni ktoś z przyjaciół. Rozmawiamy, pośmiejemy się. Z czasem słyszę coraz bardziej przeciągłe ziewanie. Jeszcze mi się nie zdarzyło uśpić nikogo przez telefon ("na żywo" a i wszem), ale myślę, że wszystko przede mną. Zastanawiam się, w czym tkwi ten fenomen: mam usypiający głos, jestem nudna, za dużo gadam czy dzwoniące do mnie osoby ledwie siedzą ze zmęczenia...? Masz kłopoty z zasypianiem? Dzwoń, nie czekaj ;)
Odnalazła się paczka z książkami, a właściwie wydawnictwo wysłało drugą, bo pierwsza, choć namierzona, utknęła gdzieś w czasie i przestrzeni. Więc doczekałam się.
Mimo choroby udało mi się zajrzeć do zaśnieżonego lasu. Przejazdem. Na chwilkę.

sobota, 11 listopada 2017

O pogodzie

Listopad. Szarość, wilgoć, chłód. Na szczęście nie tylko. Wczoraj słońce za wszelką cenę przedzierało się przez chmury. Blady błękit wyglądający przez pęknięcia w sinej szarości. Wiatr przeganiał kolejne warstwy chmur, przynosząc raz po raz przelotny deszcz. Jesienne tęcze. Znaki przymierza. W lesie świetliście. Ostatnie żółte liście świecą na gałęziach, a te, które przegrały walkę z bezlitosnym wiatrem, tworzą najpiękniejszy z dywanów, drżący przy najlżejszych podmuchach północnego chłodu. Nie potrafię nazwać kolorów, które wczoraj malowały się na niebie, widziałam szarość, błękit, światło w kolorze wanilii i dziesiątki ich odcieni w załamaniach chmur.
Las wydaje się cichy, ale jest pełen dźwięków. Szmer ostatnich liści spadających z drzew, plusk wody spływającej z młyńskiego koła, ponure i głuche skrzypnięcia wiekowych pni pod naporem wiatru, wreszcie orkan szumiący groźnie wśród nagich koron puszczy. Dzień, który zaczyna gasnąć wczesnym popołudniem.
Tuż obok klasztoru dostrzegam na drzewach zielone liście, do złudzenia przyminające kolorem wiosenną soczystość pierwszych, nieśmiałych listków.

niedziela, 5 listopada 2017

Luźne myśli o radości

Nic tak nie uskrzydla, jak przygotowanie niespodzianki dla kogoś bliskiego, bo radość się mnoży, kiedy się ją dzieli z innymi.
Dziś. Słoneczny dzień. Nie można zmarnować takiej pogody siedząc w domu. Mam obawy przed samodzielnymi wycieczkami do lasu, więc postanowiłam zabrać kogoś ze sobą. Jesienne liście, słońce, wieża w lesie, śpiwór do siedzenia, kawa w termosie, dwa kubki, dwie Princessy Zebry. Tyle mogłam dla niej zrobić. Pozwolić wygadać się. Byłyśmy tam 3 godziny… Zostawiła obiad na gazie.
Wczoraj w drodze wspólnotowo oglądaliśmy wschód księżyca o brudnoróżowej tarczy na tle granatowego wieczornego nieba, przesłoniętego smugami mgieł. Piękny widok. W aucie zapadła cisza i kontemplowaliśmy tajemniczość tego widoku. Tło dla naszego podstępu.
Czytam ostatnio “Krąg biblijny” R. Brandstaettera. Krótkie teksty zebrane w małej ksiażeczce, wydanej pół wieku temu. Druk przebijający przez pożółkłe kartki. Na drugiej stronie można wyczuć pod palcami zgrubienia liter z poprzedniej strony. Mikronierówności na porowatym papierze. Dawno nie miałam w rękach tak starej książki.
Każdy z nas tęskni za bliskością. Nosimy w sobie potrzebę bycia zauważonym i obrobiny miejsca w cudzej pamięci. Potrzebujemy ciepłego słowa, uśmiechu, świadomości, że nie jesteśmy tu sami. Że przynależymy, że ktoś nas rozumie, myśli podobnie. Że jak nic nie idzie, to mamy komu się wyżalić, przytulić. Każdy z nas potrzebuje czasem usłyszeć: dobrze, że jesteś.
Uczę się wdzięczności za ludzi wokół mnie. Blisko i daleko. Metr ode mnie i tysiące kilometrów ode mnie.

wtorek, 10 października 2017

Lisie sprawy

Po deszczowym tygodniu przyszedł słoneczny weekend.
Złotawy dywan z liści strąconych przez orkan nasiąknął deszczem i przykleił się do chodnika.
Poszłam biegać.
Rześkie powietrze. Tak chłodne, że trudno się zgrzać.
Bezwietrzna cisza.
Krzyki żurawii na pobliskich łąkach.
Błotnista, grząska droga.
Omijam kałuże.
Biegnę dalej.
Zapach wilgoci, chłodnego mchu, igliwia.
Klonowe liście przybierają już mój ulubiony jesienny kolor - słoneczny żółty.
Czerwone muchomory ukryte w pożółkłej trawie.
Lubię taką samotność.
Oślepia mnie zachodzące słońce, po chwili chowa się za ołowiane chmury.
W połowie drogi łapie mnie ulewa.
Robi się ciemno i chłodno.

Minął rok, jak odstawiłam szydełko do kubka z długopisami, na półkę z książkami. Jesień - czas czytania. A jak czas czytania, to pora na zakładkę do książek. A jak jesienna zakładka, to lisia. Lubię takie lisie sprawy...

wtorek, 22 sierpnia 2017

Bliżej nieba

Trzeba zrobić coś dla siebie.
Więc robię kawę w kubku termicznym, do plecaka wkładam książkę, wodę, kilka 'krówek'.
Jadę do lasu. Zamiast w góry.
Najpierw szybki marsz przez rezerwat - ogromne świerki, szum wiatru w koronach drzew, cichy stukot dzięcioła ukrytego gdzieś wysoko. Cisza. Idę, staram się nie myśleć, tylko patrzeć, spostrzegać. Nie jest łatwo, myśli uciekają. Droga zaczyna piąć się pod górę. Mijam kilka czarnych żuków, krzaki jeżyn z niewielkimi owocami.
Już prawie na miejscu.
Wieża widokowa wysokości czteropiętrowego bloku w środku lasu. Wspinam się po schodach. Wiatr delikatnie kołysze drewnianą konstrukcją. Zaczyna bujać mocniej kiedy ktoś zaczyna zabiegać z góry.
Nareszcie na szczycie. Kawa, krówka, książka. Ponad koronami drzew. Siadam na drewnianym podeście.
Nie będę skakać, mimo tego co w mojej głowie.
Wieje, robi się chłodno, zakładam kaptur na głowę. Tak lepiej. Ciepła kawa.
Bliżej nieba czytam o bezwarunkowej miłości Boga do człowieka. Rahamim.
Moją samotność przerywają telefony od znajomych i przyjaciół... Rahamim.
Na wieżę wchodzą kolejne osoby, rodziny z dziećmi, robią pamiątkowe zdjęcia. Siedzę w kącie i rozmawiam przez telefon. Rozmowy cichną, kiedy odbieram telefon z Austrii i rozmawiam po angielsku. Poczułam się egzotycznie.
Spokojniej.
Lepiej.

sobota, 1 kwietnia 2017

Wiosenne lato

Jaskrawe promienie słońca. Światło. Turkus nieba. Ciepłe powiewy wiatru. Szum lasu. Coraz więcej motyli. Coraz głośniejszy śpiew ptaków. Pierwsze wiosenne kwiaty. Pękające pąki listków jak błyszczące koraliki na gałęziach. Młode żabki ukryte w cudownym źródełku. Idę sama. Ciągnie mnie tam, jak wilka do lasu...
W głowie pustka i brak motywacji. Ale jestem tu i chłonę to, co wokół mnie. Cieple dni szybko miną.
Mały chłopiec, który podbiega do swojego taty, służącego do mszy świętej, żeby przez chwilę potrzymać go za rękę. Zapach pierwszego wiosennego deszczu.