Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 listopada 2017

Luźne myśli o radości

Nic tak nie uskrzydla, jak przygotowanie niespodzianki dla kogoś bliskiego, bo radość się mnoży, kiedy się ją dzieli z innymi.
Dziś. Słoneczny dzień. Nie można zmarnować takiej pogody siedząc w domu. Mam obawy przed samodzielnymi wycieczkami do lasu, więc postanowiłam zabrać kogoś ze sobą. Jesienne liście, słońce, wieża w lesie, śpiwór do siedzenia, kawa w termosie, dwa kubki, dwie Princessy Zebry. Tyle mogłam dla niej zrobić. Pozwolić wygadać się. Byłyśmy tam 3 godziny… Zostawiła obiad na gazie.
Wczoraj w drodze wspólnotowo oglądaliśmy wschód księżyca o brudnoróżowej tarczy na tle granatowego wieczornego nieba, przesłoniętego smugami mgieł. Piękny widok. W aucie zapadła cisza i kontemplowaliśmy tajemniczość tego widoku. Tło dla naszego podstępu.
Czytam ostatnio “Krąg biblijny” R. Brandstaettera. Krótkie teksty zebrane w małej ksiażeczce, wydanej pół wieku temu. Druk przebijający przez pożółkłe kartki. Na drugiej stronie można wyczuć pod palcami zgrubienia liter z poprzedniej strony. Mikronierówności na porowatym papierze. Dawno nie miałam w rękach tak starej książki.
Każdy z nas tęskni za bliskością. Nosimy w sobie potrzebę bycia zauważonym i obrobiny miejsca w cudzej pamięci. Potrzebujemy ciepłego słowa, uśmiechu, świadomości, że nie jesteśmy tu sami. Że przynależymy, że ktoś nas rozumie, myśli podobnie. Że jak nic nie idzie, to mamy komu się wyżalić, przytulić. Każdy z nas potrzebuje czasem usłyszeć: dobrze, że jesteś.
Uczę się wdzięczności za ludzi wokół mnie. Blisko i daleko. Metr ode mnie i tysiące kilometrów ode mnie.

czwartek, 19 października 2017

Co mnie trzyma

Na drzewach coraz mniej liści.
Prawie wszystkie leżą na chodnikach.
Szeleszczący, pachnący dywan.
Ostatnie ciepłe, niemal letnie dni.
Wieczorem przez otwarte okno słyszę klucze gęsi odlatujących na południe.
W lesie otulająca cisza.
Cichy szelest liści spokojnie spadających z wiekowych lip.
Jeden, muśnięty lekkim podmuchem, spadając, strąca wiele innych, zaprasza do tańca w promieniach jesiennego słońca.
Rdzawe dęby odcinają się płonącą poświatą od zielonego mchu i trawy, ktora po ostatnich deszczach odzyskała swoją soczystość.
Dla mnie jesień, ze względu na swoje kolory, mogłaby trwać cały rok.
Wszystkie odcienie żółci, pomarańczu i czerwieni, świecące na tle zakradającej się szarości.
Codzienna rutyna skłania mnie do szukania minut dla siebie. Poranne picie kopru włoskiego. Popołudniowe (raczej sporadyczne) bieganie. Książki. I sukienki.
Jakiś czas temu natrafiłam na projekt 356dni#wspódnicy. Zaciekawiły mnie założenia przedsięwzięcia. Chodzi o to, żeby wyglądać kobieco. W spódnicach się nie czuję, idę na sukienkową łatwiznę. Jedna rzecz, a ja cała ubrana. Praktycznie i wygodnie. Jakie plusy? Dobry humor od 3 tygodni. Polecam!

środa, 2 sierpnia 2017

Nowy porządek

Wreszcie lato.
Duszne wieczory.
Zapach maciejki unoszący się w powietrzu.
Słodkie ogrodowe lilie.
Świerszcze.
Samotne spacery - długie dystanse.
Przekraczanie siebie.
Krótkodystansowa ucieczka.
Motyle radośnie tańczące w blasku słońca.
Kwaśne jeżyny zerwane przy polnej drodze.
Cisza.
Nowy porządek dnia.
Zagłuszanie bezczynności. 
Seria tłumaczeń.
Książki pospiesznie pochłaniane na rehabilitacji.
Odhaczanie kolejnych punktów dnia.
Ciepłe słowa Małgosi - jesteś silna, świetnie dajesz sobie radę. 

Co jakiś czas przychodzi myśl, żeby zabrać B. i wyjechać.
Byle daleko.
Na długo.
Daleko od narzekania, ciągłego niezadowolenia, lodu chłodzącego nie tylko drinki.