Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 listopada 2017

O pogodzie

Listopad. Szarość, wilgoć, chłód. Na szczęście nie tylko. Wczoraj słońce za wszelką cenę przedzierało się przez chmury. Blady błękit wyglądający przez pęknięcia w sinej szarości. Wiatr przeganiał kolejne warstwy chmur, przynosząc raz po raz przelotny deszcz. Jesienne tęcze. Znaki przymierza. W lesie świetliście. Ostatnie żółte liście świecą na gałęziach, a te, które przegrały walkę z bezlitosnym wiatrem, tworzą najpiękniejszy z dywanów, drżący przy najlżejszych podmuchach północnego chłodu. Nie potrafię nazwać kolorów, które wczoraj malowały się na niebie, widziałam szarość, błękit, światło w kolorze wanilii i dziesiątki ich odcieni w załamaniach chmur.
Las wydaje się cichy, ale jest pełen dźwięków. Szmer ostatnich liści spadających z drzew, plusk wody spływającej z młyńskiego koła, ponure i głuche skrzypnięcia wiekowych pni pod naporem wiatru, wreszcie orkan szumiący groźnie wśród nagich koron puszczy. Dzień, który zaczyna gasnąć wczesnym popołudniem.
Tuż obok klasztoru dostrzegam na drzewach zielone liście, do złudzenia przyminające kolorem wiosenną soczystość pierwszych, nieśmiałych listków.

wtorek, 31 października 2017

Szybkość decyzji

Lniany obrus, mleczna pianka czy natchnienie? A może mroźny poranek albo ziarno sezamu? Kolor ścian jest ważny. Dąb polski czy hamilton? Stół kwadratowy czy okrągły? Białe meble, szara kanapa i koniecznie fotel. Czerwony czy miodowy?
Kobiece dylematy nad meblowaniem domu, pokoju bez tony klocków, samolotów, czołgów i innych drobiazgów. Moje miejsce na odreagowanie dnia.
Na szczęście już wiem, co mi się podoba i jakich mebli potrzebuję.
Nie spodziewałam się, że wybiorę wszystko w jeden weekend.
Za to na dworze coraz zimniej. Poranne mgły ustąpiły miejsca przymrozkom. Kolejny orkan zdmuchnął z drzew złociste i purpurowe liście. Słońce i bezchmurne niebo nie zwiastują ciepła, ale arktyczne chłody. Popołudniowe zachody słońca malują się złotem na horyzoncie, a kształty drzew i budynków odcinają się czernią na tle gasnącego światła dnia. Z konieczności wyjęłam z szafy zimową kurtkę z futrzastym kapturem, grubą czapę z pomponem i rękawice z reniferami. No to zaczęło się... Przeszukuję szufladę wypatrując wełnianych rajstop. Właśnie dobiega końca mój pierwszy miesiąc w sukience. Jeden tylko raz założyłam spodnie, idąc na sprzątanie świata do lasu. Jestem z siebie dumna.
Sezon biegowy uważam za zamknięty. Rozpoczynam akcję #czekamnaśnieg.
Lubię zimę, ale nie lubię zimna, które przeszywa do szpiku kości, zesztywniałych od chłodu stóp i lodowatych, szorstkich dłoni o fakturze papieru.
Lubię ogień tańczący w kominku i ciepły blask świec, puchaty szlafrok i kubek z gorącą kawą, wełnianą chustę i śniegowce z wystającym futrem.
W efekcie zimą bardziej przypominam Yeti niż dziewczynę Bonda, ale ciepło najważniejsze😉

czwartek, 19 października 2017

Co mnie trzyma

Na drzewach coraz mniej liści.
Prawie wszystkie leżą na chodnikach.
Szeleszczący, pachnący dywan.
Ostatnie ciepłe, niemal letnie dni.
Wieczorem przez otwarte okno słyszę klucze gęsi odlatujących na południe.
W lesie otulająca cisza.
Cichy szelest liści spokojnie spadających z wiekowych lip.
Jeden, muśnięty lekkim podmuchem, spadając, strąca wiele innych, zaprasza do tańca w promieniach jesiennego słońca.
Rdzawe dęby odcinają się płonącą poświatą od zielonego mchu i trawy, ktora po ostatnich deszczach odzyskała swoją soczystość.
Dla mnie jesień, ze względu na swoje kolory, mogłaby trwać cały rok.
Wszystkie odcienie żółci, pomarańczu i czerwieni, świecące na tle zakradającej się szarości.
Codzienna rutyna skłania mnie do szukania minut dla siebie. Poranne picie kopru włoskiego. Popołudniowe (raczej sporadyczne) bieganie. Książki. I sukienki.
Jakiś czas temu natrafiłam na projekt 356dni#wspódnicy. Zaciekawiły mnie założenia przedsięwzięcia. Chodzi o to, żeby wyglądać kobieco. W spódnicach się nie czuję, idę na sukienkową łatwiznę. Jedna rzecz, a ja cała ubrana. Praktycznie i wygodnie. Jakie plusy? Dobry humor od 3 tygodni. Polecam!

niedziela, 1 października 2017

Jesienią

Dni stają się coraz krótsze. Zmrok szybko zapada. Liście na topoli za oknem zmieniły już kolor z zielonego na suchobrązowy. Dzikie wino na płocie w ciągu tygodnia stało się purpurowe. Wieczory i poranki coraz chłodniejsze. Jesień na całego. W parku ostatnie już kasztany. Ostatnie słoneczne dni, słońce delikatnie ogrzewające twarz. Zbliża się czas rękawiczek, grubych czap i szali... Nie lubię zimna, od chłodu siada mi nastrój.

Jaką drogę muszę przejść od pojawienia się marzenia w mojej głowie?* Nowe marzenie - zapał, euforia. Niedowierzanie - wejście na drogę realizacji marzenia wymaga wyjścia poza strefę komfortu, przyjęcia do wiadomości, że coś w moim życiu może się zmienić. Kiedy przejdę etap rozważania, przychodzi czas na determinację w działaniu. Może będę musiała działać wbrew czemuś lub komuś. W działaniu będę napotykać na różne przeszkody. Ogarnie mnie frustracja. Będę się zastanawiać, co mnie skłoniło do wejścia a tą drogę. A kiedy zaakceptuję moje działanie, blaski i cienie, będę na robić to, co kocham.

Ps. Odebrałam klucze do domu.

* na podstawie "Rób to, co kochasz" A. Zbozienia, wyd. RTCK

piątek, 14 października 2016

Pani Profesor

Początek tygodnia to deszcz, wiatr, ołowiane chmury sunące po niebie, szczelnie broniące dostępu słonecznych promieni. Brakowało mi słońca. Jesień spóźnia się ze swoimi kolorami; liście nieśmiało zapalają się złotem i czerwienią. Dziś wytęskniony wolny dzień - słoneczny, cieplejszy od poprzednich, piękny. Wystawa klocków Lego - zwiedzanie i wspólne budowanie. Dzieci od razu wiedzą, co zbudować z klocków. Zastanawiałam się dłuższą chwilę, niczego nie widziałam oczyma wyobraźni. Wiedziałam tylko, ze musi to być coś kolorowego - zielone, żółte, pomarańczowe, czerwone. Kolor nadziei i kolory dodające energii.

Dziś Dzień Nauczyciela. Wspominałam ostatnio moją Panią Profesor od seminarium z dramatu angielskiego. Prof. Janicka - Świderska: niesamowita charyzma skupiona w drobnej osóbce, mocno posuniętej w latach. Onieśmielała nas swoją ogromną wiedzą, oczytaniem, swobodą w wyszukiwaniu wątków. Oddana studentom, energiczna, z pasją opowiadała na wykładach o średniowiecznych misteriach - pierwszych inscenizacjach teatralnych o charakterze ewangelizacyjnym. Niestety połowa studentów z mojego roku śmiała się z niej, bo demonstrowała na wykładach śpiew mnichów angielskich, traktując to bardzo poważnie. Pod jej opieką napisałam pierwszą  w życiu sztukę teatralną. Na tyle spodobała się jej, że postanowiła ją wyreżyserować. Tak, miałam premierę w Centrum Inicjatyw Artystycznych w Łodzi i recenzję w Wyborczej. Dzięki Pani Profesor. Po 10 latach (że też nikt tego nie zaktualizował;) nadal tytuł mojej sztuki widnieje na stronie filologii angielskiej w zakładce katedry dramatu brytyjskiego.  Byłam kiedyś w domu Pani Profesor na herbatce. Zastanawiam się, jak się miewa… A może by tak do niej zadzwonić?

Te wspomnienia pociągnęły za sobą refleksję nad moją pracą. Ile jestem w stanie zostawić po sobie? Co z moich lekcji zapamiętają moi uczniowie? Spędzam z nimi większość mojego czasu. Henry Adams powiedział, że  nauczyciel na wpływ na wieczność. Nigdy nie może stwierdzić, gdzie kończy się jego wpływ. Czy mam wpływ?

W ostatnich dniach często pytano mnie, skąd mam tyle siły i energii? To znaczy, ze reszta nie ma…? Myślałam naiwnie, że każdy tak ma. Znowu mam inaczej niż ogół. “Że ci się chce…” - no chce mi się. Pomysły to impulsy do działania. To one dodają skrzydeł. Jeśli widzisz sens przedsięwzięcia, wtedy chce ci się coś zrobić. Ale czasami się przerzucam, za dużo chcę, trudno mi się zatrzymać, kiedy nabiorę rozpędu. Dopiero potem zaczynam wątpić, czy to ma sens.  Reakcje ludzi sprowadzają mnie na ziemię.Tyle jest niezrozumienia dla inności. Oryginalność się chowa i pozostaje w ukryciu. Potrzeba siły i odwagi, żeby bronić siebie i swoich wartości. Jeżdżenie na zloty miłośników średniowiecza jest normalne, spotkania wspólnoty już nie…