Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 kwietnia 2018

Magnolia

Wreszcie jest. Wiosna. Błękitne niebo, rześkie poranki, słoneczne dni, ciepły wiatr, bezchmurne, gwiaździste, nocne niebo. Pąki na drzewach wreszcie pękły i zimowe pustki krajobrazu zaczęły wypełniać się zielenią, nieopisanym bogactwem odcieni malowanych blaskiem słońca. Pierwsze zawilce, malutkie fiołki, stokrotki, kwitnące czereśnie, krwistoczerwone tulipany... W ciszy poranka przez otwarte okno słyszę krzyki żurawii, bażantów. Powietrze znowu pachnie. Las pachnie. Łąka pachnie... Jest pięknie.
Zaczęłam biegać. Czasem po południu, częściej wieczorem. Czasem w deszczu. Na razie sama. Czekam, aż K. dołaczy do mnie - we dwójkę biega się raźniej. Po póki co, słucham muzyki z telefonu, to zdecydowanie pomaga utrzymac dobre tempo i nie skupiać się na wysiłku. Piosenki z Gdyni.
Kilka lat temu zamarzyłam o magnolii przed domem. Niestety sprzedalam dom, zamieszkałam w bloku. Perspektywa magnolii rozmyła się w czasie. Nie wierzyłam mężowi kuzynki, który zimą stwierdził, że przed moim nowym domem rośnie magnolia. Zaniedbany krzak z włochatymi pąkami na końcach gałęzi. Jakież było moje zdziwienie, kiedy 2 tygodnie temu szare pąki zaczęły pękać i krzak okrył się białymi kwiatami! Dom z magnolią 'na wyposażeniu'. Marzenia się spełniają po cichu.
Kanapa wróciła od tapicera, więc przeniosłam się do sypialni. Za tydzień odwiedzą nas goście z daleka.

sobota, 16 grudnia 2017

grudniowo zimowo...

Grudzień to zawsze dla mnie intensywny czas. W tym roku jakoś tak bez rozpędu, na uchodzącym powietrzu.
Od dawna wyczekiwane roraty i poranne pobudki dużo wcześniej niż zwykle. W tym roku spóźniamy się na śpiewanie godzinek, ale staramy się z B. jak możemy, żeby za dużo nie stracić. Imponuje mi obowiązkowość mojego syna - wieczorem pytam go, czy wstaje rano ze mną. Odpowiedź jest twierdząca. Rano oglądam jego walkę ze snem; wysiłek, żeby otworzyć oczy, które nie chcą się otworzyć... Zmaganie ze skarpetkami, które nie chcą współpracować. Kłopoty z koordynacją. Pośpiech.
Ciemność rozjaśniona migoczącym światłem świec i lampionów. Roratae caeli desuper... Jedyny czas w roku, kiedy śpiewamy po łacinie. Adwent - radosne oczekiwanie. Moje w tym roku jakieś puste. Może to niedobór snu, może ogólne zmęczenie po I półroczu, może brak słońca. Niechęć do papierologii, za którą z roku na rok coraz trudniej jest mi się zabrać. Samotność.
Wyróżnienie w przedszkolnym konkursie na najpiękniejszą ozdobę bożonarodzeniową. Kolędowanie w wykonaniu dzieci, B. poważnie recytujący zwrotkę wiersza. Co roku mam to samo - łzy same cisną się do oczu. Takie wyjątkowe, świąteczne, matczyne wzruszenie.
Świąteczne szaleństwo zakupowe w pełni. Wszystkie media bombardują mnie hasłami, które mają mnie przekonać, że moje święta będą nieudane bez kolejnych gadżetów, ozdób. Perfekcyjna pani domu ma wszystko pod kontrolą, jeśli nie - nie jest perfekcyjna...
Czekam i nie czekam na święta. Czekam na odpoczynek, który przyniesie mi ciszę i brak zajęć, które z kolei nie są dla mnie łatwe. B. pojedzie do ojca - skutki pewnych decyzji, które odczuwam boleśniej w każde święta. Każdy idzie do swojego pokoju. Najchętniej poszłabym na spacer, ale głupio tak spacerować samotnie w święta... Trudne jest dla mnie radosne oczekiwanie. Bardziej jest to we mnie decyzja woli.
Czasem te szarości rozświetlają wydarzenia, których nie jestem w stanie przewidzieć. Prawdziwe prezenty. Nie spodziewałam się, że jeszcze w tym roku będę nad morzem, i to w Estonii. Regularna sauna pomogła mi się rozgrzać i rozluźnić. Stres związany z wyjazdem i tłumaczeniami okazał się niepotrzebny. Za to wyjazd był mi potrzebny... Zupełnie obcy język. Otwarci ludzie. Skandynawska zabudowa; drewniane domki ukryte wśród sosen. Deszczowy dzień ciemny i ponury, przypominający zmierzch. Bałtyk groźnie szumiący w oddali. Oślepiające słońce, przedzierające się przez warstwę chmur. Zachód słońca na Łotwie - blady błękit przechodzący w rozmytą cytrynową żółć i czarne zarysy drzew na horyzoncie.
Poczucie wdzięczności zmienia perspektywę - mnogość wypełnia brak. Daje radość, spokój. Czułam się naprawdę obdarowana tym wyjazdem.
Dziś upiekłam pierniki. Jutro lukrowanie.



niedziela, 1 października 2017

Jesienią

Dni stają się coraz krótsze. Zmrok szybko zapada. Liście na topoli za oknem zmieniły już kolor z zielonego na suchobrązowy. Dzikie wino na płocie w ciągu tygodnia stało się purpurowe. Wieczory i poranki coraz chłodniejsze. Jesień na całego. W parku ostatnie już kasztany. Ostatnie słoneczne dni, słońce delikatnie ogrzewające twarz. Zbliża się czas rękawiczek, grubych czap i szali... Nie lubię zimna, od chłodu siada mi nastrój.

Jaką drogę muszę przejść od pojawienia się marzenia w mojej głowie?* Nowe marzenie - zapał, euforia. Niedowierzanie - wejście na drogę realizacji marzenia wymaga wyjścia poza strefę komfortu, przyjęcia do wiadomości, że coś w moim życiu może się zmienić. Kiedy przejdę etap rozważania, przychodzi czas na determinację w działaniu. Może będę musiała działać wbrew czemuś lub komuś. W działaniu będę napotykać na różne przeszkody. Ogarnie mnie frustracja. Będę się zastanawiać, co mnie skłoniło do wejścia a tą drogę. A kiedy zaakceptuję moje działanie, blaski i cienie, będę na robić to, co kocham.

Ps. Odebrałam klucze do domu.

* na podstawie "Rób to, co kochasz" A. Zbozienia, wyd. RTCK

środa, 16 sierpnia 2017

O czym marzysz?

Zaczęłam dziś kolejne tłumaczenie, tym razem kurs. I znowu mną telepie od środka. Idzie mi powoli. Smutno mi, niepokój jakiś. Czy dam radę? Planowałam “wyrobić się” we wakacje, a tu nie zanosi się. Do tego dochodzi kwestia przygotowania podpisów do ośmiu półgodzinnych sesji… Jak się za to zabrać od strony technicznej? Może austriacki znajomy coś podpowie.
Komplikacje w związku z domem. Zaplanowany wyjazd odkładany z dnia na dzień. Brak noclegów. Niedogadane terminy i sprzeczność interesów.
Tatry. Tęsknię za ciszą, szumem wiatru wśród smreków, zapachem lasu, cichą melodią górskiego potoku. Krzeptówki. Tak dawno tam nie byłam.
Po tygodniu spędzonym na dworze, moje ciało domaga się świeżego powietrza.

Kiedyś mi się wydawało, że nie mam z kim pogadać, kiedy miałam z kim pogadać. Teraz to dopiero nie mam z kim pogadać… Zostaje pisanie.

Wczoraj narodził się nowy pomysł, marzenie. Żeby w przyszłym roku iść na Camino de Santiago. Jestem coraz starsza, forma coraz gorsza, nie ma co czekać do 40-tki, nie jestem najmłodsza. Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe…
Dziś czytałam tekst o dorastaniu i marzeniach:
Ciekawe myśli o marzeniach właśnie. Nigdy nie zastanawiałam się, co mi o mnie mówią moje marzenia. 
O czym marzę? O podróżach - nowe miejsca, piękno świata, nowi ludzie, pokonywanie siebie, swoich ograniczeń, słabości. Po pielgrzymce i spotkaniem ze św. Jakubem w Szadku Camino nie daje mi spokoju, a właściwie daje spokój. Wśród gonitwy myśli, marzenie o wędrowaniu przez Hiszpanię daje mi spokój. Mimo że co rano budzi mnie jeszcze ból nóg i nie mogę odespać.
Uda się?