Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 grudnia 2017

grudniowo zimowo...

Grudzień to zawsze dla mnie intensywny czas. W tym roku jakoś tak bez rozpędu, na uchodzącym powietrzu.
Od dawna wyczekiwane roraty i poranne pobudki dużo wcześniej niż zwykle. W tym roku spóźniamy się na śpiewanie godzinek, ale staramy się z B. jak możemy, żeby za dużo nie stracić. Imponuje mi obowiązkowość mojego syna - wieczorem pytam go, czy wstaje rano ze mną. Odpowiedź jest twierdząca. Rano oglądam jego walkę ze snem; wysiłek, żeby otworzyć oczy, które nie chcą się otworzyć... Zmaganie ze skarpetkami, które nie chcą współpracować. Kłopoty z koordynacją. Pośpiech.
Ciemność rozjaśniona migoczącym światłem świec i lampionów. Roratae caeli desuper... Jedyny czas w roku, kiedy śpiewamy po łacinie. Adwent - radosne oczekiwanie. Moje w tym roku jakieś puste. Może to niedobór snu, może ogólne zmęczenie po I półroczu, może brak słońca. Niechęć do papierologii, za którą z roku na rok coraz trudniej jest mi się zabrać. Samotność.
Wyróżnienie w przedszkolnym konkursie na najpiękniejszą ozdobę bożonarodzeniową. Kolędowanie w wykonaniu dzieci, B. poważnie recytujący zwrotkę wiersza. Co roku mam to samo - łzy same cisną się do oczu. Takie wyjątkowe, świąteczne, matczyne wzruszenie.
Świąteczne szaleństwo zakupowe w pełni. Wszystkie media bombardują mnie hasłami, które mają mnie przekonać, że moje święta będą nieudane bez kolejnych gadżetów, ozdób. Perfekcyjna pani domu ma wszystko pod kontrolą, jeśli nie - nie jest perfekcyjna...
Czekam i nie czekam na święta. Czekam na odpoczynek, który przyniesie mi ciszę i brak zajęć, które z kolei nie są dla mnie łatwe. B. pojedzie do ojca - skutki pewnych decyzji, które odczuwam boleśniej w każde święta. Każdy idzie do swojego pokoju. Najchętniej poszłabym na spacer, ale głupio tak spacerować samotnie w święta... Trudne jest dla mnie radosne oczekiwanie. Bardziej jest to we mnie decyzja woli.
Czasem te szarości rozświetlają wydarzenia, których nie jestem w stanie przewidzieć. Prawdziwe prezenty. Nie spodziewałam się, że jeszcze w tym roku będę nad morzem, i to w Estonii. Regularna sauna pomogła mi się rozgrzać i rozluźnić. Stres związany z wyjazdem i tłumaczeniami okazał się niepotrzebny. Za to wyjazd był mi potrzebny... Zupełnie obcy język. Otwarci ludzie. Skandynawska zabudowa; drewniane domki ukryte wśród sosen. Deszczowy dzień ciemny i ponury, przypominający zmierzch. Bałtyk groźnie szumiący w oddali. Oślepiające słońce, przedzierające się przez warstwę chmur. Zachód słońca na Łotwie - blady błękit przechodzący w rozmytą cytrynową żółć i czarne zarysy drzew na horyzoncie.
Poczucie wdzięczności zmienia perspektywę - mnogość wypełnia brak. Daje radość, spokój. Czułam się naprawdę obdarowana tym wyjazdem.
Dziś upiekłam pierniki. Jutro lukrowanie.



wtorek, 22 sierpnia 2017

Bliżej nieba

Trzeba zrobić coś dla siebie.
Więc robię kawę w kubku termicznym, do plecaka wkładam książkę, wodę, kilka 'krówek'.
Jadę do lasu. Zamiast w góry.
Najpierw szybki marsz przez rezerwat - ogromne świerki, szum wiatru w koronach drzew, cichy stukot dzięcioła ukrytego gdzieś wysoko. Cisza. Idę, staram się nie myśleć, tylko patrzeć, spostrzegać. Nie jest łatwo, myśli uciekają. Droga zaczyna piąć się pod górę. Mijam kilka czarnych żuków, krzaki jeżyn z niewielkimi owocami.
Już prawie na miejscu.
Wieża widokowa wysokości czteropiętrowego bloku w środku lasu. Wspinam się po schodach. Wiatr delikatnie kołysze drewnianą konstrukcją. Zaczyna bujać mocniej kiedy ktoś zaczyna zabiegać z góry.
Nareszcie na szczycie. Kawa, krówka, książka. Ponad koronami drzew. Siadam na drewnianym podeście.
Nie będę skakać, mimo tego co w mojej głowie.
Wieje, robi się chłodno, zakładam kaptur na głowę. Tak lepiej. Ciepła kawa.
Bliżej nieba czytam o bezwarunkowej miłości Boga do człowieka. Rahamim.
Moją samotność przerywają telefony od znajomych i przyjaciół... Rahamim.
Na wieżę wchodzą kolejne osoby, rodziny z dziećmi, robią pamiątkowe zdjęcia. Siedzę w kącie i rozmawiam przez telefon. Rozmowy cichną, kiedy odbieram telefon z Austrii i rozmawiam po angielsku. Poczułam się egzotycznie.
Spokojniej.
Lepiej.

środa, 2 sierpnia 2017

Nowy porządek

Wreszcie lato.
Duszne wieczory.
Zapach maciejki unoszący się w powietrzu.
Słodkie ogrodowe lilie.
Świerszcze.
Samotne spacery - długie dystanse.
Przekraczanie siebie.
Krótkodystansowa ucieczka.
Motyle radośnie tańczące w blasku słońca.
Kwaśne jeżyny zerwane przy polnej drodze.
Cisza.
Nowy porządek dnia.
Zagłuszanie bezczynności. 
Seria tłumaczeń.
Książki pospiesznie pochłaniane na rehabilitacji.
Odhaczanie kolejnych punktów dnia.
Ciepłe słowa Małgosi - jesteś silna, świetnie dajesz sobie radę. 

Co jakiś czas przychodzi myśl, żeby zabrać B. i wyjechać.
Byle daleko.
Na długo.
Daleko od narzekania, ciągłego niezadowolenia, lodu chłodzącego nie tylko drinki.

niedziela, 23 lipca 2017

Umieranie

Sokółka. Cud eucharystyczny.
- Okłamałaś mnie. Wcale mi tu nie było cudownie. - żali się B.
- Chodź, coś Ci pokażę.
Prowadzę go do kraty przy bocznej kaplicy. Na ołtarzu Najświętszy Sakrament. Biały Chleb z widoczną czerwoną plamką.
- Widzisz tą czerwoną plamkę?
- Mhm - mruczy zrezygnowany.
- To jest kawałeczek serca Pana Jezusa. Prawdziwy.
- Naprawdę? - słyszę wyraźne ożywienie w głosie. Jak wytłumaczyć 6-latkowi to, co widzi w odniesieniu do tego, czego nie widzi?

Szum wiatru wśród krzyży wiszących jedne na drugich, jak kiście winogron. Każdy krzyżyk to jeden człowiek, jedna intencja, prośba, dziękczynienie. Duże i małe. Wkopane w ziemię i wiszące. Cichy stukot drewienek poruszanych letnim wiatrem.

Krople deszczu spadające na okno dachowe. Nocna muzyka.
Cicha noc. Ciemna noc. Niezakłócona latarniami. Czerń jest czarna, a nie bura.

Oczekiwanie na cud. “Oczekuj cudów już dziś, już teraz za nie dziękuj, one już się dzieją, tylko my tego jeszcze nie widzimy.” - powiedziała do mnie Basia.

Moje życie pod wieloma względami różni się od życia moich przyjaciółek. Mogłabym się z nimi porównywać, tylko po co? Każda z nas znalazłaby coś, czego mogłaby pozazdrościć tej drugiej. Przypomniało mi się, jak kilka lat temu dokuczało mi “wyalienowanie”; ludzie w moim otoczeniu dziwili się, skąd brałam siłę do różnych przedsięwzięć, dbania o siebie. Odstawałam, wyróżniałam się, rzucałam się w oczy, mimo że nie było to moim celem.
Wczoraj trafiliśmy z B. na urodziny do jego rówieśnika. Dużo dzieci w różnym wieku. Mamy, ciocie, dziadkowie. Przyzwyczaiłam się już do tego, że wszędzie chodzę sama. Nauczyłam się już. Ale co jakiś czas słyszę pytania w stylu: ile pani ma dzieci?. Tylko jedno? Wczoraj nie wytrzymałam… Może to było mało eleganckie, ale skuteczne. Powiedziałam, że nie zdążyłam urodzić więcej, bo się rozwiodłam. Pominęłam jedno w niebie.

Moje pragnienia, tęsknoty. Moje umieranie. Czasem wręcz fizyczny ból, aż trudno złapać oddech. Opanować łzy.
Pożegnania. Odchodzenie, tymczasowość.
Każdy koniec to nowy początek.
Coś nowego w każdej małej śmierci.

Moje imię. Marta. Mara - gorzka, strapiona, silna. O wyrazistym smaku.
Słaba, ale silna. Dużo mogę znieść. Moc w słabości się doskonali (2 Kor 12,9).
 
 


sobota, 8 lipca 2017

bez tytułu

Porównywanie się z innymi.
Złudzenie bezcelowości. (Po co mi to?)
Brak wdzięczności.
Skupianie się na braku, na tym, czego nie mam, na sobie.
(B. wyjechał na wakacje do ojca…)
I wracam do punktu wyjścia.
Huśtawka nastrojów…

Może nie powinnam pojechać nad morze… → Siedzenie w domu pachnie izolacją. Czy w domu będzie mi dobrze?

Zatrzymałam się przy leśnych stawach, żeby się uspokoić, zebrać myśli. W takim stanie nie nadaję się do kontaktów z ludźmi.

Najpierw słodki zapach lipy. Za plecami słychać pędzące samochody. Zostają w tyle. Idę w ciszę. Droga najpierw jest szeroka, utwardzona. Dochodząc do rozstajów, wybieram drogę mniej uczęszczaną. Zapach bagien, stojącej wody. Co chwilę słyszę żaby wskakujące do wody. Cichy plusk. Droga staje się węższa. W pewnym momencie okazuje się, że w trawie leżą powalone drzewa, przede mną niewykoszony odcinek, zarośla sięgają powyżej pasa. Zawrócić i nadłożyć drogi? Iść dalej, przedzierając się przez trawy i sitowie?

Poszłam dalej. Nie lubię zawracać. Na nogach mam sandały. Pokrzywy parzą mi stopy, osty kłują. Idę. Jak to w życiu. Zaskoczy nas nieraz nasza droga, bardziej wyboista, niż się na początku wydawało. Momentami idę po leżącym pniu, powoli, ostrożnie. Bąble od pokrzyw dają o sobie znać. Daleko jeszcze?

I nagle koniec zarośli. Dalej droga jest już przejezdna. Szybciej niż się spodziewałam.
Cicha satysfakcja. Wytrwałam.

To też przetrwam.
Przyjrzę się temu, co mam.
Podziękuję.
Zaufam.



niedziela, 28 maja 2017

W lekkim powiewie

Ignoruję znak zakazu wstępu i skręcam w polną drogę wzdłuż bagien na brzegu lasu. Zapach wody. Lekki powiew wiatru. Przynosi ulgę. Chłodzi rozgrzaną słońcem skórę. Porusza trzcinami i sitowiem.
Pod stopami chłodna trawa. Przede mną kaczeńce i staw ukryty w lesie.
Cisza. Pozorna, bo wokół tętni życie. Różne owady siadają na moich rękach, raz po raz nadlatuje metalicznobłękitna ważka. Przy brzegu żaby dają koncert. Słychać plusk wody od szybkich uderzeń skrzydeł kaczki o taflę wody, kiedy podrywa się do lotu. Wiatr szumi wśród traw i trzcin. Nad głową tańczą skowronki. Tylko łabędzie podpływają bezszelestnie.
Dziś się nie spieszę. Nie mam listy spraw “do odhaczenia”. Leżę w trawie obłożona książkami. Jak dobrze jest nie spieszyć się. Cieszyć się słońcem. Pięknem tego, co mnie otacza. Piękne miejsce na Namiot Spotkania.
Wiatr sprawia, że nie czuję jak słońce parzy moje ramiona. 



sobota, 1 kwietnia 2017

Wiosenne lato

Jaskrawe promienie słońca. Światło. Turkus nieba. Ciepłe powiewy wiatru. Szum lasu. Coraz więcej motyli. Coraz głośniejszy śpiew ptaków. Pierwsze wiosenne kwiaty. Pękające pąki listków jak błyszczące koraliki na gałęziach. Młode żabki ukryte w cudownym źródełku. Idę sama. Ciągnie mnie tam, jak wilka do lasu...
W głowie pustka i brak motywacji. Ale jestem tu i chłonę to, co wokół mnie. Cieple dni szybko miną.
Mały chłopiec, który podbiega do swojego taty, służącego do mszy świętej, żeby przez chwilę potrzymać go za rękę. Zapach pierwszego wiosennego deszczu.