Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaciele. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaciele. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 października 2018

O wakacjach w biegu

Ani się nie obejrzałam, a tu już połowa października.
Upalne lato łagodnie przeszło w złotą jesień. Niestety, tempo życia wzrosło.
Mimo że wakacje były czasem odpoczynku, w całości były bardzo intensywne. Mimo że nie planowałam żadnych dłuższych ani dalszych wyjazdów, ciągle byłam w ruchu, wśród przyjaciół. Do tego sporo tłumaczeń związanych z wyjazdem panamskim i plażing-smażing na podwórku. Rodzinne uroczystości i odwiedziny przyjaciół.
Zagłuszałam ciszę i samotność.
I tak Kraków i Wadowice. Tam wiadomość o wyjeździe do Sewilli. W ogóle to był czas niesamowitych wiadomości i szalonych spotkań. Potem kajakowy spływ w najgorętszy dzień roku. Następnie, tradycyjnie już pielgrzymka na Jasną Górę - mimo awarii wózka znowu daliśmy radę. B. marudził o wiele mniej i pęcherzy też wyskoczyło mniej. A potem wyjazd do Zduńskiej Woli i znowu wszystko "kliknęło" na swoje miejsce. Jeszcze Skyway Festival w Toruniu, zumbowanie w Slesinie i wakacje dobiegły końca.
Nowy rok szkolny rozpoczęłam z obawą, jak pogodzę nowe obowiązki związane z pójściem B. do pierwszej klasy z moimi zajęciami. Póki co, jakoś dajemy radę.






czwartek, 22 lutego 2018

Przeterminowane wspomnienia

Co prawda, od prawie dwóch tygodni jestem już pod innym adresem, ale dopiero teraz wrzucam kilka myśli o feriach, takich sprzed prawie miesiąca...

Zastój przeprowadzkowy zredukował mnie do kilku książek na stołku przy łóżku i sterty ubrań na stoliku.
Pojechałam do Gdyni. Wspólnotowo, z przyjaciółmi. Na antybiotyku, z gruźliczym kaszlem, który nie daje mi spać i doprowadza mnie do łez.
Bycie razem, poranna msza św., wspólna modlitwa, zajęcia w przedszkolu i zastrzyk energii na cały dzień, zwiedzanie, rekreacyjne atrakcje, wieczorne spacery po porcie i plaży, żarty i kawały, rozmowy, wspomnienia, kuchenne kino domowe. Co pozostało? Setka zdjęć, zabawne wspomnienia, przedszkolne piosenki z pokazywaniem, które wkręcają się do głowy i nie można się ich pozbyć przez cały dzień, kawały opowiadane po raz 50-ty, ale niezmiennie śmieszące słuchających.
Dzień imienin. Życzenia od najbliższych osób.

sobota, 30 grudnia 2017

To sum up

Mimo że minęło już południe, w cieniu sosnowego lasu szron nadal chrzęści pod butami. Drobinki lodu skrzą się na trawie i wśród mchu, niczym rozsypane kryształy. Oślepiające słońce, którego nie mogłam się już doczekać. Mroźne powietrze pachnące świerkiem i sosną. Cisza. Przypominają mi się zimowe spacery po kolana w śniegu po lesie, blisko którego kiedyś mieszkałam. B. spał w wózku, a ja nie mogłam napatrzeć się na śniegową kołderkę pokrywającą świat.

Jutro Sylwester. Nie podzielam entuzjazmu większości. Tańce - tak. Pijaństwo - nie.
W ramach podsumowania otworzyłam mój słoik szczęścia, do którego starałam się wrzucać karteczki przypominające o radosnych wydarzeniach tego roku. Wytrwałam w notowaniu tylko do czerwca, resztę tych chwil staram się zatrzymać w pamięci; część utrwaliłam wcześniej na blogu. Co znalazłam na kolorowych kartkach? Kilkanaście szalonych wyjazdów z przyjaciółmi - na koncerty, na kolacje, na spacer. Wiersz, który dostałam na imieniny. Wysłuchane modlitwy. Dopisałabym jeszcze Wyspy Kanaryjskie, Gdynię, Toruń, Podlasie, Częstochowę i Estonię, kajaki i pielgrzymkę z B., letnie bieganie, taniec w deszczu, podstępne niespodzianki od przyjaciół i dla przyjaciół, ich trwanie przy mnie, różne rekolekcje, wieczorne rozmowy, kupno domu i zamknięcie wszystkich formalności.
Dla równowagi, nie zawsze było cukierkowo. Osoby, na których się zawiodłam. Chwile samotności i powrotów do trudnych momentów z przeszłości. Duchowe wyzwania i trudności. Czas ciemności. Wszystko potrzebne i wartościowe. Nic nie dzieje się bez powodu.
Nowy rok to będzie rok zmian i wyzwań -  jeszcze zimą czeka nas przeprowadzka, a od września B. pójdzie do szkoły. W pracy wiosna zapowiada się gorąco - dużo gości z zagranicy. Reszta będzie niespodzianką.

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Boże Narodzenie

Zapachy świąt. Zupa grzybowa z suszonych borowików, pomarańcze, pierniki, cynamon, imbir, goździki i gałka muszkatołowa, sernik pachnący arakiem, a w pokoju przy kominku świerk pachnący lasem.
Świąteczna cisza. B. u ojca. Delektuję się wszystkimi ciepłymi słowami od moich przyjaciół, które przeczytałam lub usłyszałam w ostatnich dniach. Słowa, które są jak pocałunki, złożone na moim sercu. Brzmi patetycznie, ale tak właśnie czuję. Próbuję zachować je w pamięci. Zostałam obdarowana mnóstwem niespodziewanych prezentów - tyle osób pamiętało o mnie przed świętami: książki, drobiazgi, termoforek, rękodzieło, świąteczne zapachy. Miłość wlana w nasze serca napełnia je i sprawia, że nie możemy zachować jej tylko dla siebie; musimy się nią podzielić.

Miałam wczoraj dziwny sen, z którego zapamiętałam kilka szczegółów. Był dość oryginalny, zważywszy na to, że przyśnił mi się w Wigilię. Byłam w długiej podróży, nie pamiętam dokąd. Moim samochodem podróżowali różni ludzie, po drodze różne osoby prosiły mnie o różne rzeczy, drobną pomoc. Jedna znajoma poprosiła mnie o opiekę nad swoim nowonarodzonym dzieckiem, chłopcem. Położyła go na tylnym siedzeniu. Ruszyłam w dalszą drogę. Maleństwo leżało cichutko, nie sprawiając żadnych problemów.
Podróż życia.

wtorek, 12 września 2017

Po deszczu wychodzi słońce

Czasami zadaję uczniom pytanie o przyjaźń. Co dla nich znaczy? Kto jest ich przyjacielem?
Przyjaciel nie powie Ci, że go dołujesz, kiedy nie radzisz sobie z życiem.
Wysłucha Cię, ale nie oceni, nie zaszufladkuje, bo wie, że jesteś unikatowy, nie do zaszufladkowania. Przyjmie Cię z całym twoim bałaganem.
Przyczepianie etykietek krzywdzi, bo nikt nigdy nie ma obrazu całej sytuacji. Najczęściej ludzie widzą tylko mały wycinek sytuacji, na podstawie którego próbują opisać czyjąś rzeczywistość przez pryzmat swojego życia.
Przyjaciel nie zadaje zbędnych pytań, nie drąży zaspokajając swoją niezdrową ciekawość.
Przyjaciel przytuli Cię, kiedy zabraknie słów pocieszenia.
Przy nim nie musisz udawać, możesz być sobą.
Życie pokazuje, kogo możesz nazwać twoim przyjacielem, kto nie wbija Ci noża w plecy z sobie tylko znanych powodów.
Czasem tylko musisz zmienić swoje przyzwyczajenia odnośnie picia herbaty. I uważaj na to, z czyjego kubka ją pijesz. Bez względu na to, jak absurdalne to Ci się wydaje...

Dziś było słonecznie. Rano w korku w drodze do pracy spotkałam znajomego z wakacyjnego wyjazdu. Radosna niespodzianka! Wspomnienia.
Pomachaliśmy do siebie. That made my day😉 A miałam się do niego ostatnio odezwać.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Na wsi

Wracam tu każdego roku.
Dzieci szybko rosną.
Tupot bosych stóp na drewnianej podłodze.
Momentami dzikie wrzaski i odgłosy walki na śmierć i życie.
- To w co się bawimy? W Napoleona czy w II Wojnę Światową?
Sklep z miękkim błotkiem.
Mizia i jej jeszcze ślepe kociaki.
Prążek szczególnie bliski sercu B.
Niespieszne spacery w poszukiwaniu odpowiedniego kadru.
Wspólne gotowanie i pieczenie ciasta.
Codzienne wycieczki krajoznawcze. Bociany spacerujące niemal pod oknem.
Wkoło soczysta zieleń.
Papierówki spadające wprost pod nasze stopy.
Mój drugi dom.

niedziela, 23 lipca 2017

Umieranie

Sokółka. Cud eucharystyczny.
- Okłamałaś mnie. Wcale mi tu nie było cudownie. - żali się B.
- Chodź, coś Ci pokażę.
Prowadzę go do kraty przy bocznej kaplicy. Na ołtarzu Najświętszy Sakrament. Biały Chleb z widoczną czerwoną plamką.
- Widzisz tą czerwoną plamkę?
- Mhm - mruczy zrezygnowany.
- To jest kawałeczek serca Pana Jezusa. Prawdziwy.
- Naprawdę? - słyszę wyraźne ożywienie w głosie. Jak wytłumaczyć 6-latkowi to, co widzi w odniesieniu do tego, czego nie widzi?

Szum wiatru wśród krzyży wiszących jedne na drugich, jak kiście winogron. Każdy krzyżyk to jeden człowiek, jedna intencja, prośba, dziękczynienie. Duże i małe. Wkopane w ziemię i wiszące. Cichy stukot drewienek poruszanych letnim wiatrem.

Krople deszczu spadające na okno dachowe. Nocna muzyka.
Cicha noc. Ciemna noc. Niezakłócona latarniami. Czerń jest czarna, a nie bura.

Oczekiwanie na cud. “Oczekuj cudów już dziś, już teraz za nie dziękuj, one już się dzieją, tylko my tego jeszcze nie widzimy.” - powiedziała do mnie Basia.

Moje życie pod wieloma względami różni się od życia moich przyjaciółek. Mogłabym się z nimi porównywać, tylko po co? Każda z nas znalazłaby coś, czego mogłaby pozazdrościć tej drugiej. Przypomniało mi się, jak kilka lat temu dokuczało mi “wyalienowanie”; ludzie w moim otoczeniu dziwili się, skąd brałam siłę do różnych przedsięwzięć, dbania o siebie. Odstawałam, wyróżniałam się, rzucałam się w oczy, mimo że nie było to moim celem.
Wczoraj trafiliśmy z B. na urodziny do jego rówieśnika. Dużo dzieci w różnym wieku. Mamy, ciocie, dziadkowie. Przyzwyczaiłam się już do tego, że wszędzie chodzę sama. Nauczyłam się już. Ale co jakiś czas słyszę pytania w stylu: ile pani ma dzieci?. Tylko jedno? Wczoraj nie wytrzymałam… Może to było mało eleganckie, ale skuteczne. Powiedziałam, że nie zdążyłam urodzić więcej, bo się rozwiodłam. Pominęłam jedno w niebie.

Moje pragnienia, tęsknoty. Moje umieranie. Czasem wręcz fizyczny ból, aż trudno złapać oddech. Opanować łzy.
Pożegnania. Odchodzenie, tymczasowość.
Każdy koniec to nowy początek.
Coś nowego w każdej małej śmierci.

Moje imię. Marta. Mara - gorzka, strapiona, silna. O wyrazistym smaku.
Słaba, ale silna. Dużo mogę znieść. Moc w słabości się doskonali (2 Kor 12,9).
 
 


czwartek, 29 czerwca 2017

Dobry dzień

Taniec w deszczu.
Brak planu - najlepszy spontaniczny dzień.
Aktywność.
Ludzie.
Przyjaciele.
Słońce i woda. Ciepły wiatr.
Śmiech dzieci.
Modlitwa, która przynosi pokój serca.
'Dziękuję Ci za to, że tak lubisz się włóczyć - dzięki temu regularnie się spotykamy.'