poniedziałek, 27 marca 2017
The Shack
poniedziałek, 6 marca 2017
Footprints: el camino de tu vida
sobota, 23 stycznia 2016
Dawno nie wisiałam na trzepaku
Teczka do awansu: jakie efekty przyniosły Pani działania? Co to dało uczniowi, szkole, Pani? Czy nie wystarczy, że dobrze się bawiłam? Miałam mega radochę i satysfakcję, inaczej bym tego nie robiła. Ale to zbyt płytkie i infantylne dla zacnej komisji... To będzie mój najdłuższy elaborat od czasów magisterki o przemocy w teatrze. Tyle, że przy tamtym lepiej się bawiłam.
Dla rozruszania poszwędałam się z kijami. Kiedyś miałabym dyskomfort, że muszę iść sama. Zawsze musiałam mieć towarzystwo. Oswoiłam już trochę tą moją samotność. Kiedy mam na coś ochotę, po prostu robię to, bo już więcej mogę nie mieć po temu okazji. Dlatego dziękuję Ci, że postawiłeś na mojej drodze ludzi, którzy pomogli mi oswoić moją samotność i poczuć się w niej dobrze, którzy zachęcili mnie do zadbania o siebie, bo to ja w pierwszej kolejności mam być dla siebie dobra, którzy pokazują mi nowe drogi rozwoju, abym nie stała w miejscu. Pobłogosław Oli i Krzysiowi, którzy od tej pory są mężem i żoną. Ciekawe, że w tym tygodniu, chyba przedwczoraj, głośno o nich myślałam i zastanawiałam się, kiedy się pobiorą...
Pojechałam dzisiaj do kina na "Moje córki krowy" Kingi Dębskiej. To sobie wybrałam film na czasie. Taki szpitalny, o chorobach, o umieraniu, o samotności. Przypomniała mi sie babcia po operacji guza mózgu. Kiedy odchodziła, chyba zmywałam naczynia; nie potrafiłam być blisko. Pamiętam, że nie potrafiłam się odnaleźć przy szpitalnym łóżku, patrzeć na zapadniętą czaszkę, łysą głowę i rozmawiać z babcią, która patrzyła na mnie pytającym wzrokiem.
Poruszyła mnie muzyka B. Chajdeckiego. Przypominała mi ścieżkę dźwiękową do "Nietykalnych". Mam słabość do metrum na trzy.
Obejrzeć, koniecznie. W skali od 0 do 10, to chyba będzie 11.
Dużo emocji w tym tygodniu. Dużo czekania. Jak u Becketta. Kiepsko radzę sobie z czekaniem, zwłaszcza w szpitalach. Dlatego pobiegłam na rozpoznanie starych miejsc. Przemysłowe centrum miasta, odrapane kamienice, dziurawy asfalt, zaśnieżone chodniki. I "Niebieskie migdały". Mała herbaciarnia - najbardziej przytulne miejsce, w jakim byłam. "Zajrzę tam," pomyślałam. Ale za chwilę zganiłam się w myślach. "Przecież nie masz na to czasu". Tak naprawdę stchórzyłam. Przestraszyłam się, że mogłabym się za bardzo rozczulić, wracając wspomnieniami do chwil, kiedy czułam się kochana.
niedziela, 4 października 2015
Chemia
W piątek znowu wybrałam się do kina. Tym razem na "Chemię" B. Prokopowicza. Po pierwsze, zaskoczyła mnie liczba młodych ludzi na sali kinowej. Sporo licealistów obojga płci, wiele par. Za dużo ludzi, jak dla mnie. Takie kino wolę oglądać anonimowo, wyalienowana, oderwana od tłumu.
Przypadło mi miejsce obok jakiejś pary, obok młodego chłopaka. Czułam zapach jego perfum. Wtedy uświadomiłam sobie, że dawno nie byłam w sytuacji, w której moglabym podelektować się męskim zapachem.
Znałam mniej więcej fabułę, bo przeczytałam kiedyś biografię Magdy Prokopowicz. Jednak w filmie było kilka scen, podczas których łzy po prostu same płynęły z oczu. Nikt w mojej rodzinie nie chorował raka, ale sceny te przypomniały mi momenty totalnej bezsilności i krzyki rozpaczy rozdzierające ciszę, których kiedyś doświadczyłam.
Rzadko chodzę do kina na takie filmy, bo przypominają mi o tym, o czym chcialabym zapomnieć.
Ale żeby nie było, że "Chemia" to dołujący obraz, wczoraj powstało coś pozytywnego. W jednej scenie główna bohaterka, idąc do szpitala na chemię lub badania, ma na sobie kolorową sukienkę i filcowe korale, turkusowe, fioletowe, landrynkowe. A to moja wersja tych filmowych.
wtorek, 11 sierpnia 2015
W jednym łóżku
Na początku czułam się może trochę mało komfortowo - obce łóżko, upał, lepkie od potu ciało. Dawno nie leżałam z nikim w łóżku. Poczułam tęsknotę za bardzo odległymi czasami.
Nigdy nie leżałam z nią w łóżku. Jeszcze nigdy nie oglądałam z nią filmu w jednym łóżku. Z przyjaciółką.
Myślę, że dyskomfort wypływał stąd, że do tej pory ogladanie filmów w łóżku rezerwowałam dla męża, ale odkąd męża nie mam... rytuały czas zmienić. Wiele jest takich sytuacji, które przypominają mi dawne życie; wiele słów, moich zachowań w określonych sytuacjach. Muszę stwarzać dla nich nowe tło.
Jak na babski wieczór przystało, obejrzałyśmy "Gwiazd naszych winę". Ponoć twarda jestem, nie zaszlochałam. Ale wzruszyłam się, bo przypomniałam sobie chwile, kiedy kochałam tak szaleńczo, że z tęsknoty nie mogłam oddychać. I jeszcze te chwile, kiedy jadąc do pracy, miałam 10 minut, żeby się wypłakać, żeby nie rozkleić się w pracy. I płakałam tak, że ciało mnie bolało i nie mogłam złapać tchu. Dlatego rzadko płaczę na filmach, bo już tam byłam. I nie chcę jeszcze raz przeżywać z taką samą intensywnością fikcji, bo nie czuję katharsis, tylko zmęczenie.
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Filmowo
Jest za gorąco, żeby tworzyć, więc nadrabiam zaległości filmowe. Na pierwszy rzut poszły filmy o muzyce. Tak mi się jakoś same ułożyły, kiedy na chybił trafił wybierałam tytuły z odręcznie sporządzonej listy. Zaczęłam w niedzielę od "Whiplash", filmu o przesuwaniu własnych granic w chorobliwym dążeniu do perfekcji. Mimowolnie porównywałam swój trwający kilkanaście lat związek z muzykiem, który w przeciwieństwie do głównego bohatera, nie potrafił dokonać wyboru. Potem długo wyczekiwany obraz Nicka Cave'a "20,000 dni na Ziemi". Nie jestem jego wierną fanką, ale zawsze podziwiałam ludzi, którzy potrafią oddać się swojej pasji no matter what i z takim szacunkiem traktują to, co robią. Potem "Immagine in Cornice" - zapis tygodniowej trasy koncertowej Pearl Jamu po Włoszech. Dziś przyszła kolej na "Still Alice" z Julianne Moore. Na razie nie jestem gotowa na żadną refleksję. A teraz podsłuchuję koncert Eddiego Veddera "Water on the Road". W głębi duszy pozostaję wierna niespokojnemu duchowi, który stanowi przeciwwagę dla mnie poukładanej, zasadniczej, grzecznej i posłusznej. Ciągnie mnie do niego.
A zaczęte robótki czekają; szydełkowe trampki rozmiar 7 cm, śpiący bobasek dla Motylka, króliczy koszyk z KotToOn'a...
Niewiele przywiozłam pamiątek z Londynu. Może dlatego, że to był mój trzeci raz. Ale zdobyłam to:-)