Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 września 2017

Sweet spot, czyli co daje twojemu życiu smak

Sweet spot* - co prawda, to termin sportowy, ale można go przetłumaczyć jako: i o to mi chodziło! Tak chciałam i tak wyszło, 'centralnie w punkt'. 

Źródło mojej satysfakcji w wykonaniu czegoś. Jaki jest mój sweet spot? Jakie moje działanie dało mi radość i satysfakcję? Jakie działanie mi dało szczęście? Kiedy promieniałam? Pracowałam sama czy w zespole? Na jakim polu działałam? Warto przeanalizować takie momenty w życiu, żeby zobaczyć swoje mocne strony, umiejętności, które prowadzą do osiągnięcia zadowolenia w konkretnych działaniach.

Mam właściwości, predyspozycje i talenty, które stanowią mój potencjał. Mam je po to, aby wykorzystywać je na co dzień, w pracy tak, aby każdy dzień był źródłem satysfakcji.To, co prowadzi mnie do satysfakcji i zadowolenia pokazuje mi moją duszę. Mam odpowiedni pakiet umiejętności. Wszystko, co mam, jest potrzebne i wystarczające.

A kim ty jesteś? Jaki jest kształt twojej duszy, mojego serca?  Czy robisz to, co mówi ci twoje serce?  

*zaczerpnięte z audiobooka o. A. Szustaka pt."Wielka ryba", wyd. RTCK. 



sobota, 21 maja 2016

Maj

Ojoj! Zaniedbałam się blogowo!
Po pierwsze, dlatego że bieganie i ruch wciągnęły mnie do tego stopnia, że wieczorem nie mam czasu ani siły na pisanie. Po drugie, sezon maturalny w pełni, więc spędzam w pracy trochę więcej czasu, niż na co dzień. Po trzecie, teczka na ukończeniu...
Ani nie ma czasu na szydełkowanie, ani na pisanie. Za szydełkiem tęsknię najbardziej. Tęsknię za dniem, kiedy będę mogła bez wyrzutów sumienia oddać się tej przyjemności przez calutki dzionek... Póki co, kangurzyca od lalylala czeka na kończyny i korpus, jednorożec nawet nie przejrzał jeszcze na oczy. Jedynie strączek z groszkami zakończony i od tygodnia czeka na zdjęciową sesję. A co tu mówić o zielonym króliku z krzyżykowym noskiem...
Niektóre sprawy przybierają ostatnio smutny obrót. Ufam, że z czasem wyniknie z tego dobro, tylko tak trudno przyjąć niektóre sytuacje.
Tymczasem kadry z szybkiego spaceru po rodzinnej okolicy mojej mamy.

niedziela, 24 kwietnia 2016

I began

To chyba miesiąc zmian. Sytuacja jest dynamiczna. Wymaga dyspozycyjności i oddania. Sporo zgrzytów domowych. Ciągłe wyjazdy, pisanie sprawozdania na kolanie, niekończący się katar B., gonitwa w robocie. Zmiana planów wakacyjnych - Irlandia stanęła pod znakiem zapytania ze względu na nakładające się terminy. Czuję presję, by żyć pracą, a mi się nie chce...
Dlatego postanowiłam zrobić coś dla siebie:
1. Zaczęłam biegać. Każdy trening to bicie życiowego rekordu:-)
2. Po kilkuletnich poszukiwaniach odpowiedniej diety, trafiłam do dietetyka, bo czas najwyższy zainwestować w swoje zdrowie. Czyli zaczęłam dietę.
3. Zaczęłam Alphę. Na razie siedzę z boku, słucham, uczę się pokory.
4. Z miesięcznym opóźnieniem skończyłam wiklinowy wózeczek - zdjęcia wkrótce.

Natrafiłam dziś na tekst o potrzebie bycia zauważonym w smutku i radości, odnosząc sukcesy i porażki. O tym, że raz zaznając współczucia, zaczynamy odczuwać potrzebę podzielenia się nim z innymi, na zasadzie "podaj dalej". To działa, doświadczyłam tego na własnej skórze. Zainteresowanym polecam profil na fb: the hands free revolution.