Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duch Święty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duch Święty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 września 2017

Ciepłe światło

Wrześniowy listopad, zimno, wietrznie, deszcz padito…
Wspomnienia wakacji coraz bardziej abstrakcyjne i odległe.
Chowam się w swetrach i dżinsach. 
W ogóle chowam się. W sobie.
Sukienki smutno wiszą w szafie. 
Jest tak szaro i buro, że pierwszy raz od prawie pół roku pomalowałam paznokcie...
W lesie mi dobrze.
Zieleń, wysiłek, odpoczynek od myślenia.
Nie trzeba silić się na elegancję.
Wczoraj miałam spadek formy.
A wieczorem w planach wyjazd, który w ostatniej chwili opóźnił się o prawie 1,5 godziny. 
Zapadający zmrok i deszcz.
Wątpliwości, czy wyjeżdżać tak późno...
Na miejscu ciepłe, subtelne światło. 
I muzyka. Muzyka, która mnie otwiera.
Przychodzi wielka wdzięczność i wzruszenie, odbierające mowę i oddech.
Łzy, których nie sposób zatrzymać. 
Harmonia dźwięków i piękne głosy.
Momentami słuchać szept spowiedzi.
Muzyka najpierw jest delikatna, stopniowo nabiera mocy, wypełnia całą przestrzeń, mam wrażenie, że zaraz rozsadzi mury. 
Nie bój się, zaufaj. On sam będzie działał.
Uświadomiłam sobie jak bardzo brakuje mi muzyki, śpiewania, uwielbienia…
Tęsknię za tą atmosferą.
Poczułam, jaka spięta chodzę od pewnego czasu - ramiona, szyja, plecy… ostatnio nie mogłam śpiewać. 
Żyję albo przeszłością i pozwalam, by miała na mnie wpływ, albo czekam na coś.
Na cel, sens.
Nie ma mnie 'tu'. 
Czuję, że zwalniam.

piątek, 25 listopada 2016

Smaczki

"Piątek - weekendu koniec i początek" - jak mawiał Marek Niedźwiedzki, rozpoczynając cotygodniowe notowanie Trójkowej Listy Przebojów. Piątek - wielkie "tak" dla luzu, relaksu i imprezowania. Tak było kilka lat temu. Teraz wraz z piątkiem przychodzi takie zmęczenie, że o 21 leżę wykończona w łóżku i czekam z niecierpliwością, aż B. przestanie mnie zagadywać i będę mogła zasnąć...
Ale to był tydzień! Tydzień smaczków. Zaczęło się od wielkiego wyciszenia w poniedziałek. A w ciszy pojawiła się radość. We wtorek przysypiałam rano nad stertą papierów po zarwanej nocy - coś się nie mogę ostatnio położyć wcześniej niż o 1.30... Żeby nie rozbić sobie nosa o biurko przy ewentualnej utracie świadomości, wzięłam do ręki ostatni nabytek. W sobotę, niby przez przypadek, bo wcale nie miałam jechać do tej księgarni, kupiłam książkę Marcina Jakimowicza "Pan Bóg? Uwielbiam!". 44 dobre wiadomości. O uzdrowieniach. O Bogu w działaniu. Już na pierwszej stronie oczy otworzyły mi się bardzo szeroko. Słyszałam podobne słowa na wrześniowej konferencji p. Marcina w Warszawie. Czytałam dalej. Jakiś czas temu, z braku czasu, odłożyłam na bok inną książkę. Zatrzymałam się w połowie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy przeczytałam we wtorek myśli bardzo podobne do tych, które znalazłam w tej odłożonej książce. W nocy trafiłam na nagranie o uzdrowieniach, ale z uwagi na późną porę, odsłuchałam zaledwie pół godziny. W środę w każdej wolnej chwili sięgałam do "Pan Bóg? Uwielbiam!" Gdzieś w połowie natrafiłam na zapis DOKŁADNIE TEGO SAMEGO nagrania, którego słuchałam w nocy.  Jakaś wiadomość? W czwartek miałam czytać dalej, ale zmieniłam zdanie i poszłam coś zjeść do Agatki. Opowiadałam jej o moich niesamowitych wakacjach. 
W międzyczasie postanowiłam coś zrobić ze swoim zdrowiem - od miesiąca nie mogę dojść do ładu z krtanią. Umówiłam się na wizytę do specjalisty - o dziwo, wolny termin dostałam jeszcze przed pójściem do pracy. Ucieszyłam się, że załatwię dwie sprawy. Cóż, Ktoś zaplanował dla mnie ten dzień inaczej. Dostałam tydzień zwolnienia, na poratowanie głosu, i torbę leków na ogólne podniesienie kondycji... Okazało się, że mam wolny poranek. Uderzyłam do centrum handlowego, nadchodzi sezon urodzinkowy ;) Tam "weszłam" na Tomka z rodziną, znajomego z czasów liceum, przyjaciela domu. Co jakiś czas "wchodzimy" na siebie, na zakupach, czasem w pracy. Chwilę porozmawialiśmy i nagle zaproponował kawę. "Czemu nie," - pomyślałam, ostatni raz odwiedziłam ich jakieś 7 lat temu... Zeszło nam ze dwie godziny. Opowiadałam mu o ŚDM, o pielgrzymce, dlaczego jestem sama. Rozmawialiśmy o Czarnym Proteście, który wymyśliła nasza wspólna znajoma (!) i dlaczego jestem temu przeciwna. To była bardzo szczera rozmowa. Moja otwartość zachęciła go do podzielenia się bólem ostatnich dni. Zaskoczył mnie swoim wyznaniem. Nie zdarza mi się zbyt często, żeby ktoś opowiadał mi o swoich rozmowach z Bogiem. Opowiedziałam mu na koniec o książce, którą czytam. Od razu poszedł po nią do empiku... Dostanie ją sparaliżowany kolega. Na koniec zadzwonił jego telefon. Usłyszałam "Jak husaria" Luxtorpedy ;)


poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Idź!

Poddałam się. Biegowi wydarzeń. A tempo jest zawrotne! Dłuższą chwilę zastanawiam się, jaki dziś dzień tygodnia. Spotkania ze wspaniałymi ludźmi, którzy są dla mnie ogromnym wsparciem. Po prostu są. Zapomniałam, że uścisk dłoni lub przyjacielskie przytulenie może tyle znaczyć. W ostatnim czasie w moim słowniku dominują wyrażenia typu: 'nie pamiętam, kiedy...', czy 'dawno tego nie robiłam'. O chyba znak, że wróciło 'stare', ale na nowych zasadach. Spirala historii. Wróciłam do tego, co kiedyś mnie krepowało, a teraz jest źródłem spokoju i radości. Właściwy czas i miejsce.
Kolejny wyjazd. I znów ogromne zaskoczenie. Że właśnie tam mam być, nigdzie indziej. Nie ma przypadków.
Dlatego chcę Ci coś powiedzieć, bo sama poznałam, jakie to ważne, gdy ktoś Ci o tym powie.
Jezus Cię kocha z całym dobrodziejstwem inwentarza. Takiego, jakim jesteś. Twoje wady i zalety. Nawet jeśli Ty siebie nie akceptujesz. Jesteś Bożym dziełem.  Jezus umarł z miłości do Ciebie. Oddał siebie za Ciebie. Czy jest na świecie większa miłość? Czy byłbyś gotów za kogoś umrzeć? Za sąsiadkę albo za przechodnia, który mija Cię na ulicy? A może za kogoś, kto Cię krzywdzi? Nie? Tak myślałam...
Czasem wstydzisz się Go. Bo co powiedzą koledzy z pracy, przyjaciółka, rodzina? Boisz się, że zachowasz się śmiesznie, inaczej niż wszyscy. Wtedy oni Cię nie zrozumieją, zostaniesz sam. Outsider.
Co Cię ogranicza? Ty sam. Myślisz sobie, jestem 'do bani', lepiej się dostosować, nie wychylać. Lepiej zostać na wygodnej kanapie, w swojej szufladzie, i bezpiecznie wegetować... Podcinasz sobie skrzydła. On czeka, aż zaryzykujesz. Nie bój się marzyć, być ciekawym, zaangażować się. Jezus czeka na Twój pierwszy krok. Idź, rusz się!

środa, 27 lipca 2016

WYD

Pierwszy, gorący post pisany na krakowskich Błoniach z powodu przeciążenia sieci utknął gdzieś po drodze i publikacja się nie powiodła. Nie lubię tego.
Dziś, prawie dwa dni po Mszy Otwarcia Światowych Dni Młodzieży, zarywając kolejną noc, spotykam ludzi. Rozmawiam, patrząc im w oczy.
Wczoraj na Błoniach wypełniała mnie ogromna radość i wdzięczność Bogu za to, że mimo wielu przeciwności dotarłam tam. Wciąż ją czuję. Kiedy spotykam młodych ludzi z najodleglejszych zakątków świata i braci i siostry ze wspólnoty. Czuję ją w każdym uśmiechu i geście życzliwości. W starych znajomych spotkanych na nowo. Ile radości dało mi spotkanie z Olą! Tu w Krakowie! Cieszę się mogąc rozmawiać w różnych językach. Po hiszpańsku nie mówiłam od ponad dziesięciu lat... Dziś spotkałam Meksykanów, Australijczyków, mieszkańców Tajwanu i Republiki Dominikany. Dzięki Ci, Dobry Boże, za ten czas.

czwartek, 21 lipca 2016

Folk Day - czas niespodzianek

Po co tam jadę? Zastanawiałam się przez dwie godziny jazdy. Nie odespałam jeszcze podróży z Irlandii, przed wyjazdem załatwiałam jeszcze formalności. Co przyniesie mi ten dzień?
Dobry Boże, ale mi przygotowałeś challenge na dziś! Tłumacz animacji na ŚDM w diecezji, "asystentka wodzireja", naprawdę? Na scenie nad Wisłą? Ja? No to już zrozumiałam, czego dziś, Panie, ode mnie oczekujesz. Nie było łatwo, na początku zaskoczenie trochę mnie sparaliżowało, ale chyba nie było jakoś najgorzej. Trudno mi określić, ilu ludzi z Polski i innych krajów wielbiło Boga tańcem i śpiewem. Nowe doświadczenie tlumaczeniowe, duchowe. Przedsmak ŚDM.

wtorek, 14 czerwca 2016

Kto śpiewa

Muzyka zawsze była dla mnie ważna. Jest dopełnieniem codzienności. Kiedyś miałam pokaźną kolekcję kaset, potem płyt. Słuchałam, grałam, śpiewałam. Muzyczna pasja połaczyła mnie z pierwszą miłością... Muzyka sprawiła, że zapragnęłam rozumieć słowa śpiewane przez idoli. Ogromna ciekawość i głód znaczeń. I tak, w telegraficznym skrócie, wylądowałam na anglistyce, na specjalizacji tlumaczeniowej. Takie mam skrzywienie, że słuchając piosenek z radia, od razu "rozbieram" je na części pierwsze. Jeśli tekst mnie dotknie, utwór jest mój.
Pół roku temu dostałam w mailu link do pewnego utworu. Nie znałam zespołu, nie wiedziałam nic na ich temat. Po pierwszym przesłuchaniu i zasłuchaniu, otworzyłam go jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz... A potem jeszcze kilka razy. Trwało to ponad godzinę. Nie mogłam przestać go słuchać. Muzycznie - godny pierwszych miejsc na listach przebojów, jednak nie kojarzyłam wykonawców. Ale jak to? W tekście zaś taka moc, że nie mogłam sie oderwać.
"I surrender,
I want to know you more.
(...) Like a mighty storm,
Stir within my soul,
Lord, have your way in me. "
Prosta modlitwa.
Faktem jest, że tak mi ten utwór zapadł w pamięć, że mruczałam go całe dnie; w domu, w pracy, w drodze. Najpierw nuciłam go bezwiednie, bo podobała mi się melodia. Ale stopniowo zaczynałam modlić się tą pieśnią. Panie, chcę Cię lepiej poznać, dotknij mojej duszy, jak potężna burza, prowadź mnie, oddaję się Tobie.
Na początku nie dostrzegłam żadnych zmian. Po pół roku mogę zaświadczyć, że moja modlitwa została wysłuchana.
Kiedy byłam mała, śpiewałam w scholi parafialnej. Na drzwiach wejściowych na chór wisiała tabliczka z napisem: "Kto śpiewa podwójnie się modli." Motto na życie.
Dzisiaj jest mi szczególnie ciężko. Łzy same napływają do oczu. W tych ostatnich chwilach dociera do mnie, jak bardzo będzie mi jej brakować. Dlatego śpiewam sobie cicho...

środa, 8 czerwca 2016

A new state of mind

Od pewnego czasu w moim życiu mają miejsce niesamowite rzeczy. Słyszę, że to zbiegi okoliczności, ja mówię, że to Duch Święty. Widzę, jak Bóg spełnia moje najskrytsze marzenia i to, co wydawało mi się nieosiągalne, mam na wyciągnięcie ręki. Tęskniłam za wspólnotą ludzi myślących i czujących tak jak ja. Przez długi czas czułam się bardzo samotna, na uboczu, inna. Od kilku tygodni to się zmienia, poznaję wielu wspaniałych ludzi na swojej drodze. Dzięki nim mogę rozwinąć się duchowo. Po przeczytaniu "Mocy uwielbienia" nieśmiało modliłam się o dary Ducha Świętego. Nie spodziewałam się, że po 3 miesiącach doświadczę tej łaski. Już sam fakt, że Bóg spełnia moje kolejne pragnienie, był dla mnie dużym wstrząsem. I jeszcze przesłanie radości, które otrzymałam.
Podążając tropem radości, dotarłam na Spotkanie Młodych na Lednicy. Był czas, kiedy nie mogłam skupić się na modlitwie i podczas mszy świętej. Walczyłam z gonitwą myśli. Na Lednicy mogłam przeżywać minutę po minucie w skupieniu. Tańczyłam i śpiewałam. Nie spodziewałam się, że po tylu latach będę mogła tak pięknie przeżyć spotkanie na Lednicy. Poznałam tam wspaniałych młodych ludzi, którzy nauczyli mnie tańczyć...
Jest mi bardzo trudno opisać słowami to, co jest moim udziałem.
Pisałam już, że biegam. W ogóle to nie lubię biegać. Męczę się, mam zadyszkę. Ale biegam. Wytrwale trenuję moją silną wolę. Biegam z Kamilą. Jej motto można streścić jako: nie wychodzę z domu, jeśli nie przebiegnę 5km. I tak biegamy. Mój rekord to 7,5km. W maju przebiegłam w sumie 72km... Idzie nam coraz lepiej. Pewnego wieczoru, wracając z pracy, zobaczyłam grupkę dziewczyn na kijkach. Wtedy na kije chodziłam sama, czułam się trochę samotna. Przypomniał mi się fragment filmu "Forrest Gump", w którym Forrest pewnego dnia zaczął biegać, bez żadnego konkretnego powodu, a z każdym dniem dołączali do niego kolejni biegacze. Pomyślałam wtedy, że też tak chcę. Obecnie jest nas już trzy, plus dwie osoby dochodzące. Chyba muszę uważać, o czym marzę;-)