sobota, 6 grudnia 2014

klamra

Początek tygodnia był wyjątkowo ciężki. Czułam się, jakbym brnęła wśród śnieżycy w śniegu po pas i znikąd pomocy. Życzliwych ludzików wokół jak na lekarstwo. A wszystko przez zadanie, które spadło na mnie za chorą koleżankę. Poniedziałek i wtorek wlekły się jak samochody w 20-kilometrowym korku. Na szczęście w środę życie trochę przyspieszyło i tak oto doczekaliśmy soboty. Mimo natłoku spraw i późnych powrotów do domu, udało mi się nadgonić zaległości w pracy i w robótkach. Domknąć klamrę. Im więcej masz na głowie, tym więcej zrobisz. Im więcej masz na głowie, tym mniej masz czasu na zamartwianie się.
I tak oto wydziergałam stringi na mikołajkowe zamówienie dla kuzynki z Wysp. Dawno nie dziergałam z "cienkich" nici. Zdążyłam już zapomnieć, jak może boleć palec pokłuty szydełkiem. Wybrałam wzór kwiatowy klik od Kasi. A oto efekt - przepraszam za zdjęcie...


Mam nadzieję, że trafiłam z rozmiarem.
A jak już skończyłam temat konfekcji damskiej, doszłam do wniosku, że nadszedł czas na odkładanego renifera.. Planowałam robić zdjęcia w trakcie, ale z uwagi na liche światło i zintensyfikowane prace wykonawcze, dałam spokój. Uważałam, że dwa wieczory wystarczą mi w zupełności. Nie wzięłam tylko poprawki na pełnię, która sprawiła, że się wczoraj nie wyspałam i zasnęłam z B. zamiast szydełkować. Na szczęście drzemka nie trwała długo i po skromnych czterech godzinach, po drugiej nad ranem renifer Rudolf błysnął białym zadkiem w świetle księżyca. Po raz kolejny korzystałam z projektu Stuff The Body klik. Nie byłabym sobą, gdybym się nie pomyliła, a że nie lubię pruć, to nie sprułam trzeci raz głowy... i nie poprawiłam pyszczka. Oto on.


Nie muszę mówić, że B. był zachwycony reniferem, którego "uszył" dla niego sam Św. Mikołaj. Nowy towarzysz pojechał nawet z nami na termy i na jarmark świąteczny. Udało nam się namówić na wspólny wypad Kamilę z marzenia do spełnienia z jej szalonym stadkiem. To był wspaniały wypad, pełen uśmiechów, radosnych wrzasków i dzikiego pluskania się w basenie na świeżym powietrzu. Trzeba to kiedyś powtórzyć.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

nie jestem miłośniczką stringów,ale te wyglądają kusząco ;)

martyshka p pisze...

Dzięki, mam nadzieję, że przypadną do gustu nowej właścicielce. Nie wiem, jak by sprawowały się w codziennym użytkowaniu, ale może sprawdzą się jako pięciominutówki... :P

Anonimowy pisze...

jestem pewna,że jej partner oszaleje z zachwytu :D

martyshka p pisze...

mam nadzieję, że kuzynka wylosuje koleżankę, nie kolegę, bo naprawdę będzie kłopot z rozmiarem:)